niedziela, 5 kwietnia 2015

„Takeshi. Cień śmierci” - Maja Lidia Kossakowska

Chciałabym powiedzieć: cudowna, wspaniała, fantastyczna! Niestety ledwo wykrztuszę: średnia. Ma jeden ogromny mankament, którego nie mogłam przełknąć. Powieść straciła na tym diametralnie. Po prostu pach! I odleciały wszelkie chęci czytania. Po książkę oczywiście sięgnęłam z powodu tytułu jak i okładki, która na pierwszy rzut oka mi się spodobała. Lubie japońskie klimaty więc jacykolwiek mężczyźni z czerwonym błyskiem w oku, słomianym kapeluszem na głowie i mieczem w ręku, powoduje że sięgam po książkę chociażby przez okładkę.  



Pewnego razu do wioski Zimnej Wody zawitał wędrowiec z kijem. Wraz z wózkiem przebywa kilometry, bo a nuż przytrafi się jakaś praca. W końcu jest malarzem, a takich jak on każdy chce przyjąć: biednych, głodnych, ale utalentowanych. Szczęście szybko uśmiecha się do niego. Naczelnik wioski Pan Takasuke, po ogromnej namowie córki Haru, przyjmuje Takashiego w swe progi. Ten jak przystoi na swój fach od razu bierze się do roboty pokazując jakie przepiękne dzieła wychodzą spod jego strudzonych rąk. Kim jest Takeshi? Jaki los czeka go w tej wiosce? Przyznam, że i mnie od samego początku zainteresowała owa fabuła. Na początku....

Otóż postacie są dobrze wykreowane. Mamy przygłupich oprychów, cichych służących, wystraszonych pomocników etc. Można wybierać. Oczywiście bohaterowie pierwszoplanowi mają też swoje ukryte tajemnice. Bardzo dobrym tworem są przeróżne klany specjalizujące się w konkretnych zdolnościach. A jak to z nimi bywa, mieszają się w kółko w nie swoje sprawy, ale jak płacą to robotę trzeba wykonać. Tak więc bogaci i rządni krwi wynajmują człowieka z konkretnego klanu, a następnie posyłają go na ubój. No może nie zawsze, bo są i inne „specjalizacje”, ale wiadomo o co chodzi. Tak więc do tego elementu – książka jest naprawdę dobra.


Nadszedł czas, aby zdradzić Wam, co mnie w tej powieści nie urzekło, wręcz obrzydziło. Język. Tak! Coś, co powinno tworzyć, wprawiać wyobraźnie w ruch – zatrzymywało ją diametralnie! Nie lubię przekleństw. Pomimo tego jestem w stanie zrozumieć, że czasem wymknie się parę wulgaryzmów tu czy tam. Dla podkreślenie sytuacji, emocji, wrażeń. To zrozumiałe. Ale w tej powieści tego było za wiele. Strona za stroną. A kiedy już myślałam, że wszystko minęło komuś znów wymknęło się to i owo. Koszmar.




Cytaty:

Informacyjnie:
„- To wasz daimio? -spytał z udaną naiwnością.
Wieśniak się roześmiał.
- Nie. Naszym daimio jest pan Omura. Jego rezydencja leży daleko stąd, na południe. Tym okręgiem rządzi pan Ashihei. Sam jest artysta, więc nic mu po tobie. W dodatku ma porywczy charakter i nie lubi obcych. Zwłaszcza włóczęgów. Mogą szpiegować albo przeszkadzać w interesach. Lepiej mu nie wchodzić w drogę.”

Fragment ich wyzwisk zaledwie na pół strony, nie będę Was zamęczać
Obrażająco:
„- Wypijmy za nędzny koniec tego śmiecia Ashihei! - krzyknął ktoś z końca stołu.
- Uuuu! Niech zdycha! - Amane, siostrzeniec Gyokudo, uderzył czarka w blat.
Zaraz odezwali się inni.
- Gównojad!
- Skurwiel!
- Zadławi się swoja władzą, bękart demonicznej dziwki!”

Niedowierzająco:
„Nie potrafił uwierzyć w to, co właśnie oglądał. Takie rzeczy zdarzały się w bajkach. Gadkach zabobonnych durniów. Miecz, który zamieszkuje kami (to duch, które są częścią natury, zwierząt, niewyjaśnionych zjawisk) tak potężne, że zdolne jest odbijać ostrzał maszynowy? To bzdura, nie? Stek bredni. To się nie może dziać. Koleś powinien wyglądać jak zmielone mięso.”

Krwiożerczo:
„Zapach krwi, plamy na ścianach jak czerwone kiście rozgniatanych owoców, rozbite łby pijanych gości i drgające w konwulsjach nogi spasłego niczym jenot kupca, któremu podciął gardło.”

Halucynacyjnie:
„Rozciął powietrze, zbyt szybki, by dać się zauważyć. Błyskawiczny, zabójczy, obojętny tak bardzo, jak tylko metal potrafi. Lecz zamiast miażdżyć kość i tkanki, wyszarpać czerwoną i białawą fontannę mózgu oraz krwi, trafił w pustkę. Rozbił się o skalną ścianę po drugiej stronie ścieżki, wbijając w powietrze ostre, lśniące od miki drobiny skruszonych odłamków skalnych.”

Cytaty pochodzą z: M.L.Kossakowska, Takeshi. Cień śmierci, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2014 r.


źródło

Podsumowując: Jeśli nie przeszkadzają Ci wulgaryzmy, a lubisz powieści rodem z Japonii to sądzę, że dasz radę ją przeczytać. Jeśli nie lubisz tak jak ja tego typu języka – odpuść sobie. Nie marnuj swojego cennego czasu.

18 komentarzy:

  1. Zapewne miało być realistycznie, miało przekazywać "bez ściemy", prawdziwie, odsłonić karty. Zapewne zabieg z przekleństwami miał drażnić, wywoływać emocje, no bo lepiej żeby się mówiło źle aniżeli wcale. Jednak co za dużo to nie zdrowo, w codziennej mowie k***a zamiast przecinka boli i to już nie jest zabieg nadający charakter. Tak samo jest z książką. Przesadzone treści bolą. Szkoda, że straciłaś czas. Teraz musisz znaleźć coś co stłumi ból :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. awwww pieknie to podsumowalas :3 naprawde mialam wrazenie, ze tylko trace czas na cos co nie jest warte juz czytania, bo od poczatku nie moglam przelknac sloweczek, ah jak ja sie ciesze ze mam w zanadrzu inne "japonskie" powiesci ktorymi raczej sie nie zawiode :3

      Usuń
  2. Omo czasami język w książce może człowieka bardzooo zniechęcić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem się zdarza, że autor chciał dobrze ale chyba w tym przypadku przedobrzył, a szkoda. Widać, że historia zapowiadała się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. owszem, fabula dobra, ale jezyk popsul ochote na wszystko

      Usuń
  4. Hm, ja nie wiem, czy sięgnę... Lubię, jak pomysł współgra z językiem i nic się nie wybija. Chyba nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jest male, ale ktore widocznie oboje nie mozemy przeskoczyc ;]

      Usuń
  5. Zdecydowanie nie przeczytam, nie cierpię takiego przesadyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie zaryzykuję i zapoznam się z autorką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kto nie ryzykuje nic nie zyskuje :D

      Usuń
  7. Łeee to nie chcę tej książki czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehehe łeee mam podobne odczucia :3

      Usuń
  8. Słyszałam o Kossakowskiej, miałam ochotę, zwłaszcza na tę książkę. Nie wiem... teraz waham się, czy marnować czas, ale może spróbuję mimo wszystko :) Być może mi styl się spodoba, zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie nie jest źle dopóki nie dojdziesz to notorycznych przekleństw zamieniających się na wulgaryzmy - dla mnie to bezczeszczenie własnego dzieła

      Usuń
  9. Mnie nie rażą tak bardzo przekleństwa, o ile są jakoś uzasadnione, ale skoro piszesz, że tutaj ta granica została przekroczona, to pewnie i mnie by drażniły. Czasami coś w azjatyckich klimatach czytam, ale tym razem nie czuje chęci do lektury. I to nie tylko przez język, ale ogólnie fabularnie nie jestem jakoś zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy chyba od tego, jaką granicę posiadasz ;) Znam osoby, które są w tej książce zakochane. No tak azjatyckie klimaty to azjatyckie i wszystko tam jest poprzeinaczane, chyba ze ktos sie na kulturze nie zna. Jak nie podoba fabula nie ma co czytac ;) Sa cieakwsze książki!

      Usuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!