piątek, 22 września 2017

KONKURS PATRONACKI - Plan B

Lady DeVi, czyli recenzje książkoholiczki patronuje debiutanckiej powieści Karoliny Nowek. Z tej okazji jest możliwość wygrania kilku egzemplarzu "Planu B"! Jedyne co trzeba zrobić to zgłosić się do konkursu w komentarzu i odpowiedzieć na bardzo proste pytanie. Każdy, kto chce jeszcze raz poczytać o książce zapraszam na dwa posty: recenzja i post specjalny.




Co trzeba zrobić by wygrać książkę? 


Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: 
Czy masz w swoim życiu Plan B?


Na odpowiedzi w dowolnej formie czekam od dnia 22.09.17 r do 30.09.17 r. Spróbuj swojego szczęścia i zatop się w idealnej lekturze na jesienne wieczory! Wygrać mogą nawet 3 osoby!


Będzie mi miło jeśli polubicie mnie na portalach społecznościowych oraz Wydawnictwo Novae Res, udostępnicie informację o konkursie lub zaprosicie znajomych do zabawy. Jednakże nie jest to wymagane. Mamy się bawić! Jeśli chcecie możecie również zostawić email abym mogła się z Wami skontaktować w razie wygranej.
Konkurs odbywa się jednocześnie z tym na FB.
Zwycięzca nie jest losowany! Liczy się to, co napiszecie  :)


Regulamin:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Lady DeVi czyli recenzje książkoholiczki
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Novae Res.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie wraz z uzasadnieniem: Czy masz w swoim życiu Plan B?
4. Konkurs trwa od 22 września 2017 roku do 30 września 2017 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 1-4 października 2017 roku.
6. Nagrodą są 3x ''Plan B" Karoliny Nowek
7. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
8. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową (opcjonalne).
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

czwartek, 21 września 2017

„Dom służących” - Kathleen Grissom


Bycie kimś, kto ma służyć do końca swych dni, nie wydaje się być czymś optymistycznym. Jednakże dla wielu osób za czasów niewolnictwa, była to jedyna nadzieja na przeżycie kolejnego dnia. Za swaą pracę otrzymywali dach nad głową, posiłki, towarzystwo braci i sióstr oraz rodzinę. I chociaż wydawałoby się, że są tam ubezwłasnowolnieni, potrafili odkryć piękno życia. Ale jak wszyscy wiemy, piękno jest ulotne.





Tytuł oryginału: The kitchen house
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Wydawnictwo: Papierowe Księżyc
Rok wydania: 2016

Ilość stron: 433



Kiedy życie płata figle musimy poradzić sobie z zastałą sytuacją. Jeśli tego nie zrobimy popadniemy w obłęd i zrobimy coś naprawdę głupiego. Potem będzie się za nami ciągnęło aż do śmierci. Kiedy mała Lavinia trafia na plantację nie ma pojęcia kim właśnie się stała. Niewolnicą, która będzie ciężko pracować na rzecz swego właściciela. Jednak sytuacja w jakiej jest może ją uratować, a jednocześnie zniszczyć. Wszystko zależy od tego, czy inni jej pomogą. Tylko czemu mieliby to zrobić skoro nie jest jedną z nich? Otóż Lavinia to biała dziewczynka, która stała się czarną niewolnicą. 

Bajeczka na dobranoc?

Od samego początku miałam silne uczucie, które wyrażało ogromne podekscytowanie tematem. Dla mnie temat niewolnictwa z przełomu XVIII/XIX wieku jest bardzo intrygujący ponieważ to czas gdy zaczęto walczyć o prawa osób czarnych. Pierwsze nakazy znoszące upadlający sposób traktowania tych ludzi zostały zatwierdzone mniej więcej w tym samym czasie. Jak zapewne wiecie z historii południe z północą wniosło niezłą wojnę, gdzie osoby czarne odgrywały ogromną rolę. Jednakże możliwość przyjrzenia się temu nieco bliżej poprzez czytanie powieści obsadzonej w tych czasach jest o wiele lepsze od suchych faktów. Pomyślicie sobie: ale co może wiedzieć autorka, czego my już nie wiemy? Wiele, ponieważ uzyskała wiedzę od samych niewolników. 

Znalezienie materiałów do książki nie jest proste, zwłaszcza kiedy chcemy zawrzeć w nie pewne fakty. Zawsze jest trudno pisać o tym, co się stało dawno temu i połączyć z fikcją. Czasami trzeba iść na kompromis. Jednak autorka postanowiła tego nie robić. Jak dla mnie to najlepsze, co mogła zrobić. Dzięki temu powieść jest bardziej wiarygodna, rzeczywista oraz brutalna. Nie ważne, czy niewolnik, czy pan. Każdemu żyło się raz łatwiej, raz trudniej. 

Kreacja bohaterów jest na tyle wyraźna, iż każdy z nas może znaleźć kogoś w swoim typie. Chodzi mi tu raczej o charakter, a także sposób radzeni sobie z problemami danej osoby. Mnie Lavinia bardzo irytowała tak samo jak Bella. Jednak wiem, że każda z nich chciała jak najlepiej nie tylko dla siebie, ale dla rodziny. Natomiast bardzo polubiłam przyjaciółkę głównej bohaterki. Otwarty umysł, chęć rozwoju naukowego, niebanalne (w tamtych czasach) podejście do związku. Z męskich postaci to Papa George skradł mi serce. Człowiek orkiestra. Ojciec wszystkich. Kocha tak mocno, że złamie zasady panujące w domu, by tylko uratować swoją rodzinę. I chociaż jest to niedozwolone robi to w tak inteligentny sposób, że dosłownie nikt poza najbliższymi nie zgadnie, iż to zwykła zmyłka. Pracowity. Sumienny. Wyjątkowy.

Sama fabuła toczy się wokół kilku wątków. Powoduje to, iż sama powieść staje się bardziej zwarta. Wynika to z połączenia historii większości bohaterów w całość. Nie jest to pogmatwane, nie budzi niechęci do czytania. Raczej pozwala na delektowanie się i pobudza do myślenia. Kontrowersje zawarte w Domu służących są po prostu prawdą, która do dzisiaj sprawia konflikty moralne. Dzięki takiemu oddaniu otrzymujemy realistyczny obraz ludzi żyjących na plantacji. 


Podsumowując: Wielowątkowość. Komplikacje. Moralność. Władza. Trudne wybory. Inność. Brutalność. Rasizm. Walka. Obłęd. Uwikłanie. Depresja. Gwałt. Ograniczenia. Miłość. Lojalność. Tęsknota. Krzyk. Początki są zawsze trudne. Nie ważne kogo dotyczą. Musimy się dostosować by zwyciężyć. Swoje lęki. Swoją przyszłość. Swoje życie. Czy nadal uważasz, że Dom służących to tylko bajeczka na dobranoc?


Za podróż w czasie dziękuję:


sobota, 16 września 2017

„Dan-Sha-Ri” - Hideko Yamashita


Zapewne każdy z nas jak słyszy, że ma coś posprzątać, to ma ochotę uciekać jak najdalej. Chyba, że jest się studentem przed sesją. To już inna historia. Jednakże są sposoby na to aby poradzić sobie z bałaganem w swojej głowie jak i przestrzeni wokół nas. Poza tym kiedy coś zjada nas od środka to czasami najprostszy sposób to uporządkować ot co nas otacza.




Tytuł oryginału: 断捨離 
Tłumaczenie: Paweł Łapiński (z francuskiego)
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017

Ilość stron: 171


Metoda uporządkowania własnego życia poprzez oczyszczenie tego, co go zanieczyszcza jest dość specyficznym wyjściem z opresji. Jednakże Hideko Yamashita przez parę lat doskonaliła tę metodę, aż rozpoczęła specjalne spotkania ze słuchaczami. Skupiła się na tym co poznała, a następnie to przyswoiła do swojej teorii. Stara się pokazać jak patrzeć na przedmioty jakimi się otaczamy. Dlaczego? Po co? Na co? Czy takie działanie ma sens i może nam pomóc w rozwiązaniu konfliktu wewnętrznego, a nawet życiowego?

Według metody Dan-Sha-Ri opiera się na odrzuceniu, wyrzuceniu, a na końcu uwolnieniu się. Przywiązanie do rzeczy jest grozą XXI wieku. Ciągle tylko chcemy i chcemy coraz więcej. Przedmioty otaczają nas wszędzie. Kiedy jednak nasze mieszkanie wygląda jak po burzy, a my nie potrafimy do końca się w nim odnaleźć, to najwyższy czas by to zmienić. Okazuje się, że mania kupowania dodatkowych rzeczy do porządkowania, segregowania i klasyfikowania potęguje bałagan. Konsumpcjonizm „zabija nas”, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Książka składa się z dokładnego wyjaśnienie skąd wzięła się metoda Dan-Sha-Ri, co oznaczają składowe jej nazwy oraz dlaczego warto z niej korzystać. Są też przykłady z życia słuchaczy, którzy wykorzystali nowe wiadomości w swoim życiu. Podobało mi się to jak wyjaśniono dlaczego wyrzucanie jest złe. Niestety działamy tak, że wyrzucamy by kupić nowe. I tu jest nasz błąd. Kiedy wyrzucamy to tylko to, co jest aktualnie niepotrzebne. Autorka bardzo mocno skupia się na teraźniejszości. W pewnym sensie nie dziwie się jej. Przeszłość i przyszłość nas ograniczają. Jak się okazuje ma ona racje.

Sama nieświadomie wyrzuciłam rzeczy, które mnie zabijały od środka. Siedziały w mojej głowie i kumulowały negatywne emocje. Wyrzuciłam na początku połowę, potem całość. Na końcu resztki. Wtedy poczułam się wolna. Wolna od tego co złe, nie przyjemne. Jak się okazuje zastosowałam metodę Dan-Sha-Ri. Oczywiście nie wypełniłam dokładnych poleceń, ale zrobiłam pierwszy krok do spokoju ducha. Potrafiłam ruszyć z kopyta zapominając o tym co było.

Jak się okazuje jest pewien rodzaj organizacji. Poprzez określenie, co jest dla nas najważniejsze, możemy zapomnieć o reszcie. Proste i dobre. Nie da się wyjaśnić w paru zdaniach całego procesu oczyszczania metodą Dan-Sha-Ri. Jednakże autorka książki potrafi to zrobić zwięźle ze względu na wieloletnie doświadczenie.

Podsumowując: Dan-Sha-Ri nie jest czymś odkrywczym, jednakże napisanie czarno na białym całej metody było najlepszym posunięciem. Wielu z nas może zapoznać się z minimalizmem, który króluje w wielu religiach. Jak się okazuje możemy mieć wszystko, co jest nam potrzebne, a zarazem ilość tych przedmiotów nie przekraczać setki. Ta pozycja może otworzyć okno, przez który przeleci wiatr oczyszczenia. Emocje opadną, smutki przepadną. Warto spróbować.


Za przyjemność z czytania dziękuję:


wtorek, 12 września 2017

„Plan B” - Post specjalny



Zebraliśmy się tutaj aby przedyskutować... moment to nie ta uroczystość?



Tak rozpoczęła się moja dyskusja z Białym Notesem na temat książki Karoliny Nowek pt. Plan B. Jeśli jesteście ciekawi o czym rozmawiałyśmy zapraszam do dalszej lektury. Będzie wesoło, a czasem wręcz za gorzko. Zapraszam.




Uwaga możliwe mini spoilery! Nie martwcie się! Główne wydarzenia nie zostały tknięte! Nie chciałyśmy sprawić Wam przykrości, a jedynie pokazać możliwości. 



Lady DeVi (LD)
Powiem Ci, że jak przeczytałam zaledwie wzmiankę o książce, nie sadziłam jak bardzo mi się spodoba fabuła powieści. Byłam też zaskoczona, bo główną role odgrywał Jarek, który (o dziwo!) chce ratować wszystko, co utracił. Przecież w większości książek jest odwrotnie! Szkoda tylko, że ja kto zwykle bywa kobieta musiała znów cierpieć przez faceta. Z drugiej strony chęć poprawy… Ech. Wydawało się to lepszym pomysłem niż bieganie za kimś, kto Cię nie chce.


Biały Notes (BN)
Moim zdaniem Wiola postępowała bardzo źle. Nie chodzi o to żeby za nim biegała, ale sama również nie mówiła wprost o co jej chodzi. Znaczący tez był moment opisu wakacji. Jarek chce do ciepłych krajów, ale ona nie, bo kocha morze. Jak on nie chce jechać, to jedzie sama. Bardzo egoistyczna postawa!

LD: Bieganie za nim jak mówisz nie jest najlepszym wyjściem, ale granie w gierki, bo może się uda jest skazane na porażkę. Nie mówienie tego wprost tylko dodatkowo wszystko komplikowało. Natomiast z tymi wakacjami to sama nie rozumiałam co Wiola wyprawia. Dlaczego Jarek musi za każdym razem jechać nad morze? Czemu jego zachcianki nie są spełniane? Gdzie tu partnerstwo? Kompromis?

BN: Odejście od męża bez wytłumaczenia mu czegokolwiek to był bardzo głupi pomysł. Facet nie rozumuje jak kobieta i się nie domyśla. Dla niego odejście bez słowa = rozstanie.

LD: Natomiast dla niej to dopiero początek, wstęp do decyzji o rozstaniu. Przyznam, że to bardzo ładnie zostało pokazane. Idealnie pasuje to do "kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa". Mnie osobiście dało to do myślenia. Niby człowiek wie, ale jednak popełnia te głupie błędy. A co sadzisz o postawie Jarka i tym co zrobił później? Niby dorosły facet, a zachowuje się jak nastolatek.

BN: I tak i nie. Mało który chłop oprze się kobiecie, która sama pcha się do łóżka. Ale póki pozostawał w związku małżeńskim nie powinien tego robić.

LD: Trudno jest mi zaprzeczyć. Z jednej strony pokazuje jak bardzo jest rozgoryczony i chętny do zmiany, a z drugiej łamie serce kobiecie, która go jednak kocha. Ta druga kobieta! Tez była zaślepiona, a zarazem strasznie wyrafinowana.

BN: Chciała mieć rodzinę za wszelką cenę I była skłonna zrobić wszystko, aby to osiągnąć To też nie była z gruntu zła osoba, tylko przyzwyczajona do tego, że ma wszystko czego chce.

LD: Ale różnica wieku, poglądów. Już wcześniej widziała jego zachowanie ale brnęła w to dalej. Kolejna egoistyczna postawa urażonego dziecka.

BN: Z tego co ja widziałam wydawał się jej odpowiedzialny. Dopiero wiadomość o ciąży ujawniła prawdziwe oblicze Jarka.

LD: Czyli największą słabością Jarka jest ciąża, bo to przez nią wszystko się stało skomplikowane? Jeśli nie potrafi sobie z czymś takim poradzić to nie jest raczej osobą odpowiedzialną. Co sądzisz o zakończeniu? Zaskoczyło Cię?

BN: Czy ja wiem czy zaskoczyło? Bardziej zaskoczyły mnie chyba nowe dzieci.



< przerwa na śmiech>



LD: To już dla mnie było kompletnym odlotem. Takiej głupoty się nie spodziewałam.

BN: To była właściwie głupota Jarka, który sam nie zadbał o zabezpieczenie.

LD: Bo to kobieta musi, nie wiedziałaś? Jak to tak aby facet o tym myślał! 



< przerwa na śmiech>



LD: Powiem tak: nie spodziewałam się, że to się tak skończy. Miałam czystą nadzieje na coś innego.

BN: A na co konkretnie? Moim zdaniem czasem autorka wpadała w trochę za bardzo moralizatorski ton.


[SPOILER]



LD: Że dostaną kopa w tyłek i będzie to nauczka dla wszystkich.





[KONIEC]


BN: Ale tak się zdarza przy opisywaniu uczuć bohaterów. Natomiast ja spodziewałam się happy endu. Tylko te dzieci mi tam nie pasowały. 

LD: Zgadzam się. Autorka chciała bardzo dokładnie opisać, co czują, a jednocześnie pokazać swoje przemyślenia. Co oczywiście skutkowało tekstami tego typu. 

BN: Właśnie wyszło na to, że to rozstanie im posłużyło

LD: Owszem. Ale z drugiej strony to trochę jakby namawiało do rozstania by spełnić siebie by potem wrócić. A nie powinno być na odwrót? 

BN: A ja to odebrałam zupełnie inaczej. Moim zdaniem taki był zamysł. Oni obydwoje strasznie skupiali się na szczęściu rodziny, zapominając o swoich potrzebach. Co ich męczyło i tak naprawdę rodzina cierpiała.

LD: Mnie się koncepcja nie podobała, ale rozumiem. Może to był zamysł, bo jednak trzeba było jakoś pokazać dobre i złe strony związku.

BN: I dopiero jak zrozumieli, że są osobowymi jednostkami tworzącymi całość to wtedy zaczęło grać.

LD: W życiu nie chciałabym czegoś takiego ale w książce jest idealne. I tak, cierpieli wszyscy zamiast żyć w szczęściu.

BN: Bo będąc szczęśliwym jako jednostka mogli być szczęśliwi jako rodzina.

LD: Tylko, że ja na miejscu Wioli olałabym faceta, który poleciał w długą...

BN: Nie wiadomo. Nie masz dzieci. A jak się ich nie ma, to ciężko to zrozumieć.



<minuta ciszy dla mnie>



LD: Właśnie powiedziałaś kwintesencje wszystkiego.

BN: Zresztą miłość się nie kończy ot tak, bo ktoś zdradził. Pamiętaj, że tak naprawdę ona go do tego pchnęła. Odeszła i to był ogromy błąd, bo facet rozumie to inaczej.

LD: Wiola zachowała się jak kobieta, a Jarek jak typowy facet. Ale trzeba pamiętać, że oni nie potrafili ze sobą rozmawiać. Oboje burczeli, narzekali, wyzywali. Sami doprowadzili do tego. Ani jedno ani drugie się nie starało. 


Podsumowanie.
Każdy kto przeczyta niech weźmie sobie przeżycia Jarka i Wioli za lekcje życia, ażeby nie popełnił podobnego błędu i nie musiał przechodzić katusze rozłąki. 



UDZIAŁ WZIĘLI

Forma rozmowy i wymiany myśli jest pomysłem Kasi z Białego Notesu. Serdecznie zapraszam na jej blog :)

poniedziałek, 11 września 2017

Czaromarownik, czyli magiczny kalendarz na 2018 rok


Należę do osób, które lubią mieć przy sobie kalendarz. Nauczyłam się z niego korzystać w sposób praktyczny, gdy utworzyłam bloga. Musiałam zaplanować nie tylko posty w ciągu danego miesiąca, ale również zapisać ważne dla mnie daty spotkań, czy egzaminów. Miałam tyle na głowie, że najzwyczajniej nie mogłam się wyrobić do czasu, gdy najprostszy kalendarz uratował mnie przed tragedią zapomnienia. Mając okazję przyjrzeć się kalendarzowi, który swoją nazwą cofa mnie do lat dzieciństwa i magii, nie mogłam się oprzeć by go Wam przedstawić!



Okładka, czyli jak Cie widzą tak Cię piszą.
Na pierwszy rzut oka widać mroczny styl okraszony ciekawą ramką. Przypomina mi to nie co książki J.K.Rowling. Stąd natychmiast myślę o magii. Ciemny kolor jest na tyle dobry, że jak się pobrudzi to nie widać (mnie się zdarza!). Poza tym nie kojarzy się Wam od razu z wiedźmami?! Brakuje mi tylko miotły!

czwartek, 7 września 2017

„To, co zostawiła” - Ellen Marie Wiseman

Zastanawialiście się czasem, co trzeba zrobić, aby wylądować w tak zwanym psychiatryku? W dzisiejszych czasach niewiele. Dlaczego? Bo sami możemy się tam zgłosić. I wtedy najczęściej jesteśmy uznawani za osoby, które jakoś sobie poradzą z tym wszystkim. W latach 30 dwudziestego wieku było nieco inaczej. Tam się nikt nie zgłaszał, natomiast wielu trafiało z bezsensownych pobudek. Jakich? Zapraszam do dalszej części.

Zdjęcie przedstawia jasność naokoło ciemności ukrytej za cegłą papieru.


Tytuł oryginału: What she left behind
Tłumaczenie: Alicja Laskowska
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017

Ilość stron: 480


sobota, 2 września 2017

[PATRONAT LADY DEVI] „Plan B” - Karolina Nowek


Są rzeczy, które nawet nam się nie śnią, jednakże są rzeczywistością. Są ludzie, którzy mówią „kocham”, a nie wspierają nas. Są sytuacje, kiedy potrzebujemy drugiej osoby, ale jej nie ma. Ból cierpienia powoduje ogromny mętlik w głowie. Nie potrafimy myśleć racjonalnie doprowadzając do koszmaru, który zaledwie nie dawno był tylko snem. Czy miłość może przetrwać próbę czasu, kochanków i rozłamu rodziny? 


Tytuł: Plan B
Autor: Karolina Nowek
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2017

Ilość stron: 203


Kiedy Jarek wpada przypadkiem na Wiole od razu wie, że to ta Jedyna. Ona również odczuwa między nimi chemię od pierwszego dnia ich przypadkowego spotkania Oboje rozpoczynają wielką przygodę starając się stworzyć coś pięknego. Związek oparty na solidnych podstawach. Uczucie jakim się darzą okazuje się jednak nie do końca prawidłowym gruntem dla ich rodziny. Niespodziewana ciąża, rezygnacja z marzeń, obniżające się wymagania, poczucie straty. To wszystko gromadzi się powodując do niewybaczalnego: zdrady. Jednakże nie poddają się, chcą spróbować uratować, to co jeszcze jest i może być. Ale Jarek jest jak typowy mężczyzna, a Wiola jak kobieta. Nikt jednak nie pomyślał, by po prostu porozmawiać. Szczerze.

Od razu po pierwszych stronach zauważyłam, że książka jest napisana konkretnym stylem. Osobiście rzadko udaje mi się trafić na tego typu formę. Jeśli już, to ma ona swoje wady jak i zalety. Wszystko jednak zależy do tego, czy autor potrafi do końca wykorzystać to, co postanowił uznać za podstawę całej powieści. Są to oczywiście myśli bohaterów, którzy otwierając się przed nami deklarują swoje działania. Dzięki temu dość szybko i sprawnie można przejść do dalszej części historii. Dla niektórych może się to skończyć niedosytem. Zresztą sama taki miałam, ponieważ chciałam wiedzieć coraz więcej i więcej. Z drugiej strony takie „podjudzanie” daje idealną okazję by czytać dalej, ruszyć wyobraźnią i pozwolić na wielogodzinne rozmyślania. Dlatego ze względu na to, że jest to debiut uważam to za zabieg całkiem trafny. Bo skoro teraz nie mamy wszystkiego, to może kolejna powieść da nam więcej? Poczucie jak autorka rozwija się wraz z kolejnymi książkami i bycie przy tym jest cenny doświadczeniem, prawda? 

Główni bohaterzy są wykreowani dość konkretnie. Dwie różne osobowości, inne style i pomysły na życie. Jednak połączyło ich uczucie i dziecko. Tylko pytanie brzmi, czy przypadkiem najpiękniejszy dar jakim jest życie również nie zniszczyło tego, co miało trwać wiecznie? Jarek to typowy facet. Kocha Wiole, chce z nią spędzić resztę życia, ale gdy słyszy słowo „ciąża” zaczyna dostosowywać się do sytuacji tak bardzo, że niszczy sam siebie. Krok po kroku. Aż pęka i zachowuje się jak niedojrzały nastolatek, któremu zabrano komórkę na parę godzin. Zamiast przemyśleć dlaczego do tego do szło i co zrobić by odzyskać, to co sądzi, iż stracił, woli uciec i nadrobić zaległości. Zdrada Jarka to koniec tego na czym mu zależało, ale czy na pewno? Uwolnienie się od kobiety, którą obwinia o wszystko, co złe w jego życiu, stało się dla niego priorytetem. Rozpoczęcie kawalerskiego życia pełnego imprez, alkoholu i dużych pieniędzy staje się jego celem. A ja się pytam, gdzie on był, kiedy go nie było?! Wiola, która również ma w sobie ukryte pokłady złości zamiast wyrzucić je z siebie i porozmawiać jak na osobę dojrzałą przystało, woli zagrać w grę, która kończy się rozpadem małżeństwa. Nie ma to jak foch i "czytanie w myślach". Jednym słowem: porażka. Porażka obojga.

Im byłam dalej, tym bardziej zauważyłam jak bardzo prawdopodobny jest ten scenariusz. Zmęczeni tym co jest, postanawiają coś zmienić. I chociaż nie jest to takie jakie być powinno, następuje niebezpiecznie szybko. Fabuła komplikowała się z każdym kolejnym złym wyborem bohaterów. I chociaż wiemy od początku, że starają się ułożyć sobie życie na nowo, to jest to niemożliwe dopóki nie porozmawiają. Dzieje się tak wiele w ich życiu, iż sama zaczynałam się zastanawiać: a kiedy dzień spokoju? Chwila na odetchnięcie? Potem sama odpowiadałam sobie: przecież w prawdziwym życiu nie ma spokoju. Ciągle coś się dzieje. Zazwyczaj złego, bo na dobre trzeba zapracować. I właśnie To jest kwintesencja Planu B.

Kiedy wszystko się wali, czy wtedy nie rozpoczynamy planu B? Opcja numer dwa mająca ratować nas w opresji? Wyobraźcie sobie, że osobiście w ciągu zaledwie miesiąca musiałam z planu B przejść do planu F? Dokładnie. Życie nie jest kolorowe. Jarek i Wiola powoli odkrywają to, że jeśli jedno się nie układa trzeba stworzyć kolejne i kolejne i kolejne, aż w końcu trafimy, złożymy w całość i nie pozwolimy roztrzaskać na kawałki. Musimy wierzyć, chcieć, działać, a nie tylko narzekać! Związek istnieje dzięki uczuciu. To miłość pozwala nam pokonywać trudności. Lecz jeśli nie jest podsycana, a jedynie niszczona przez niedomówienia, nie wystarcza by móc być razem. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką. Umiejętność uczenia się na nich i poprawiania tego co zepsute, to klucz do sukcesu.

Podsumowując: Opowieść o tej parze przypomina nam jak zbyt wielkie oddanie połączone z żalem o stracone momenty, może doprowadzić do załamania się osobowości. Obwinianie innych, ale i siebie nie jest sposobem na ratowanie związku. Ekscytacja, pamięć, wyrażanie uczuć, szczerość, chęć zmiany na lepsze i realizowanie tego jest jedynym sposobem na osiągnięcie szczęścia. Może znajdziesz nieco naiwności. Może znajdziesz nieco głupoty. Lecz takie jest życie. A życie polega na tym by mieć zawsze w zanadrzu Plan B.


Za przypomnienie sobie dlaczego kombinowałam nad planami od B do F dziękuję:



Patronat Lady DeVi: