poniedziałek, 7 maja 2018

„Scarlet” - Marissa Meyer



Poprzedni miesiąc zakończyłam drugim tomem serii Slammed. Kolejny miesiąc rozpoczynam Scarlet, czyli drugim tomem sagi księżycowej. Moje palce wbijające literki na klawiaturze mają ogromną ochotę zrobić porównanie obu tytułów. Główną tematyką porównawczą byłaby: Drugim tom drugiemu nie równy? Otóż wiedząc, że mam do czynienia z kompletnie innymi autorami oraz gatunkiem literackim pozostanę przy prostych przemyśleniach. Czy cokolwiek jest w stanie przebić Cinder




Tytuł oryginału: Scarlet 
Tłumaczenie Magdalena Grajcar 
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc 
Rok wydania: 2018 
Seria: Saga księżycowa – tom drugi 

Liczba stron: 466 




Co może łączyć Scarlet, Wilka, Kaia oraz Cinder? Czy ta czwórka ma jakiekolwiek szanse na spotkanie się i rozstrzygnięcie jednego, lecz najważniejszego sporu? Czy okrutna królowa z Księżyca zaatakuje Ziemię i doprowadzi do krwawej śmierci milionów ludzi? Czy nawiązanie do kolejnej baśni, tym razem Czerwonego Kapturka, jest dobrym wyjściem? Zastanawiające pytania, prawda? Mnie natomiast zainteresowało, dlaczego akcja przeniosła się do Francji. Zapewne w Chinach działo się wystarczająco wiele, aby móc przejść do Europy. Kolebki współczesnej cywilizacji. 

Przejmująca historia pełna ciepła, namiętności i latających śrubek miłości? Ojć, to nie ten tytuł. Owszem latające narzędzia były na porządku dziennym, lecz to nie sercowe miłostki są głównym polem manewrowym akcji. Zdecydowanie jest nim tajemnica, intryga i wiele splotów między bohaterami. Chociaż zaskoczenia nie łapały mnie na okrągło, to byłam mile usatysfakcjonowana lekturą. Otrzymałam moc interesujących dialogów, ciekawostek ze świata przyszłości, prosto sformułowaną fabułę oraz fantastyczne zabiegi w akcji. Zapewne zapytacie, co to za prosta fabuła? Przecież szybko sami dojdziemy do tego jak będzie wyglądać zakończenie. I co się będzie dziać w środku i po bokach i w ogóle wszędzie indziej gdzie wcisną się moje myśli też. Mniej więcej takie miałam myśli w trakcie czytania. Jednakże pozbyłam się ich. Prawdą jest, że Scarlet oparta jest na dobrej i strasznej (w oryginalnym przekładzie) baśni o Czerwonym Kapturku i Wilku. To jest jedynie inspiracja, lecz wiele elementów zostaje wykorzystanych. Dlatego stąd (zgaduję) wzięły się moje myśli. Szybko je ukierunkowywałam na pozytywne aspekty powieści. Otóż skłamałabym mówiąc, że czytało mi się z trudem. Wręcz pochłaniałam strony masowo! 

Od samego początku nie marudziłam na zapoznanie sięz nowymi bohaterami. Owszem zastanawiałam się, gdzie podziała się Cinder i co robi, jednakże to Scarlet stała się tu główną postacią. Może niektórym osobom może to przeszkadzać. Mnie zdecydowanie zadowoliło i pozwoliło skupić na innych aspektach całej intrygi, zawiłości i tajemnicy. Takie oddalenie perspektywy jest czymś, co lubię i staram się doceniać. Zwłaszcza, że każdy niecierpliwy może przekartkować nieco do przodu i dostrzec, że nie tylko Cinder powraca na łamy powieści. Powracając do Scarlet, jest ona postacią wykreowaną na podstawie Czerwonego Kapturka. Tylko zamiast peleryny ma bluzę z kapturem (ciekawe wyjście). Wilk jest wilkiem, ale za to nieco innym, bardziej przebiegłym, mającym twarz aktora lub pokerzysty (w zależności od sytuacji). Mnie nieco obawiały me myśli, czyli zapędy wilkołaków. Nie! Nie ma tam takich stworzeń, ale w głowie mi one pozostały (jeszcze tego by brakowało!). Scarlet, bo to na niej skupiona jest uwaga, jest typową, prostą dziewczyną ze wsi. Wie jakie ma obowiązki, co musi zarobić, aby zrobić pieniądze oraz zapomina o swoim niewyparzonym języku. Tutaj nieco przypomniały mi się amerykańskie filmy z lat dziewięćdziesiątych, gdzie nastolatki ze wsi miały niezłą gadkę. Scarlet zdecydowanie do takich należy. Tupnie nogą, rzuci pomidorem, rozwali skrzynkę i jeszcze otrzyma zapłatę za wykonaną robotę. Po prostu twarda babka! Chociaż ma nieco podobnych cech do Cinder, to i tak nad nią góruje. Czasami nawet zastanawiałam się, czy to właśnie ona jest lepszą postacią? Wilk to facet macho, który nie powie do nas zbyt wiele. Woli milczeć, słuchać, wąchać (nic zbereźnego!) i skupiać na wykonaniu zadania. Sceny pomiędzy tą dwójką są urocze. Ze względu na pomidory oczywiście. 

Byłam tak zauroczona całą historią aż porobiłam zdjęcia, przyglądałam się okładce, dotykałam i porównywałam fakturę, ba! nawet wąchałam (całkiem ciekawy zapach, nie taki typowo drukarski tylko ładny książkowy). Wydawnictwo zrobiło kawał dobrej roboty. Pięknie wydana powieść na pewno będzie zdobić półkę na wiele dni i nie wiem, czy ktokolwiek ją przebije. Skoro już chwalę wszystkich odpowiedzialnych za KREACJĘ, to przesyłam wirtualne oklaski dla tłumacza. Stanowczo nie czułam się zniesmaczona, co niestety czasami zdarza się w sci-fi. Nie myślałam o żadnych pomyłkach, dziwnych zwrotach, czy niezrozumiałych, długich zdaniach. Wszystko było na miejscu. Cóż dobrze wykonana robota plusuje. Zwłaszcza, gdy można wyczuć klimat baśni. 

Podsumowując: Baśnie braci Grimm są jednymi z moich ulubionych, dlatego wszelakie zaczerpnięcie z tego źródła jest dla mnie intrygujące. Wizja Czerwonego Kapturka oraz łakomego Wilka jest mi znana od bardzo dawna. Wszelakiego rodzaju ekranizacje mają w sobie własny zalążek braci Grimm. Scarlet natomiast pokazuje jak baśń można przerodzić w fantastyczną przygodę ku zapomnianym historiom z dzieciństwa.


Za możliwość odkrycia baśni przyszłości, dziękuję:

32 komentarze:

  1. Raczej nie moja tematyka, ale ważne, że Tobie się podobało. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do przeczytania i kupna "Baśni braci Grimm. Oryginalnych", które niedługo ukażą się nakładem Wydawnictwa WasPos :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie zaczynam czytać, a po "Cinder" oczekiwania mam spore :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj bardzo mnie zaciekawila a recenzja swuetba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos mi tel zmienia słowa. Recenzja świetna :)

      Usuń
  5. W Twojej recenzji najbardziej podoba mi się, że z każdego zdania wręcz wylewają się emocje. Widać, że książka nie była Ci obojętna i próbujesz to wszystko przekazać w swoim tekście. Dzięki temu, że recenzja jest taka entuzjastyczna i emocjonalna, zachowuje też fajną dynamikę, która ułatwia czytanie.

    No i rzecz jasna cieszę się, że książka Ci się spodobała (chociaż i tak wolę Cinder :P) i nie było zbyt wielu bubli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie dużo czytałam o tej książce tak samo jak o „Cinder”. Chyba nigdzie nie rzuciła mi się w oczy negatywna recenzja. W ogole wykorzystanie klasycznych bajek to po prostu genialny zabieg, który bardzo mi się podoba. Jeśli tylko książka wpadnie w moje ręce - na pewno przekonam się o co całe to zamieszanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja pani koleżanko oraz prześliczne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja! Może kiedyś i ja przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam smaka na te książki naprawdę od dawna. Szkoda, że jeszcze po nie nie sięgnęłam, bo jak widać są fenomenalne :) coś czuję, że gdy przeczytam, będę zachwycona :)

    Pozdrawiam,
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
  10. Urzekła mnie fotka książki, super :)również lubię w literaturze nawiązania do baśni.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam Cinder ani Scarlet. Nie wyłapałam czy ma znaczenie przeczytanie pierwszej przed drugą. Czy lepiej będzie mi się czytać druga nie znając świetności pierwszej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnalazłabyś się jednakże straciłabyś sporo informacji ;)

      Usuń
  12. Nie przepadam za takimi gatunkami książek, ale może kiedyś się do nich przekonam ;)
    Pozdrawiam ♥ wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie spodziewałam się tak pozytywnej recenzji :) brzmi kusząco! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No kurde, już mnie tak ciśnie na tę książkę, a Ty jeszcze podsyciłaś we mnie ten zapał, nie lubię Cię :<

    OdpowiedzUsuń
  15. Brzmi ciekawie, może kiedyś jak znajdę czas :) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham tę sagę i moje serce cierpi, że muszę czekać na kolejną część nie wiadomo ile... Pamietam swoją ogromną radość jak dostałam Scarlet tydzień przed premierą! Olałam wszystko i zaczęłam czytać, a potem byłam zła, że się nią nie delektowałam :D

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha oj tam nastepnymi bedziesz sie delektowac:3

      Usuń
  17. Wciągająca już po samej recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajna recenzja. Niestety nie czytam książek:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zwykle Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca😍

    OdpowiedzUsuń
  20. Warto zainteresować się tymi tytułami :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Zainteresowała mnie Twoja recenzja- gdybym miała więcej czasu chętnie bym po książkę sięgnęła :).

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytam recenzje i czuję niedosyt :) muszę koniecznie przeczytać. Wpisuję na listę przymusową do czytania 😉

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!