poniedziałek, 17 czerwca 2019

Królowa cieni – Sarah J. Maas


Fenomen autorki był dla mnie nieco niezrozumiały. To co działo się z czytelnikami jej powieści było wręcz przerażające. Szał to bardzo grzeczne określenie tego, co zastałam w internecie. Który bohater jest najlepszy, kogo wolno kochać, kto jest godny by nadal żyć i wiele innych absurdów. Marketing zaszedł tak daleko, iż zaczęto sprzedawać świeczki o zapachu… postaci. Zastanawiałam się kiedy mnie strzeli w głowę i zacznę podobne szaleństwa. Czy przeczytanie Dworów oraz skończenie czwartego tomu Szklanego Tronu jest wystarczające, aby osiągnąć poziom oszalałego fana? 




Tytuł oryginału: Queen of Shadows 
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Szklany Tron - tom czwarty
Wydawnictwo: Uroboros 
Rok wydania: 2016 
Liczba stron: 841 


Królewska Zabójczyni ma nieco inne plany niż Władca Adarlanu. Zamierza pokrzyżować nieco jego plany i skierować całą swoją energię ku lepszemu jutru. Jednakże jak świat długi i szeroki, jej działania zostają nieco pozmieniane. Chociaż ma przy swoim boku przyjaciół, to ich więź i wspólna wiara zostają złamane parokrotnie. Celaena musi wybrać między miłością do siebie, a miłością do innych. Czy dokona prawidłowego wyboru? Jak stać się kimś, o kim chciało się zapomnieć? Gdzie jesteś Królowo Terrasenu? Kiedy ostatnio zaświeciłaś płomykiem nadziei? 

Tym razem zacznę od… narzekania. Tada! Zaskoczeni? Otóż w trakcie czytania miałam możliwość rozmów z fanami serii. W kółko widziałam zachwyt nad jedną osobą. Oczywiście był nim Rowan. Jest Fae i chyba więcej pisać nie trzeba, prawda? Natomiast Chaol jest zjechany od góry do dołu. Wiecie co? Moje odczucia są kompletnie odwrotne. Rowan to stary pryk zachowujący się jak dzieciak. Kiedy trzeba walczyć lub warczeć to jest pierwszy na linii obrony. Chwała mu! Ale jak tylko zobaczy nieco kobiecego ciałka i usłyszy parę uszczypliwych uwag (ej! Powtórka z Dworów?!) to robi się miększy od pianki Marshmallow! To takie… typowe. Chaol natomiast jest nielubiany, bo jest zły na Celaene i pokazuje to całemu światu. Owszem zachowuje się jak kolejny nastolatek. Ale jest o wiele bardziej wiarygodny od Rowana. O Dorianie nie wspomnę, bo to już jest kompletnie inna liga. Jednak napiszę chociaż kilka zdań o bohaterach drugoplanowych. Tu się udało dostrzec kilka perełek. Lysandra, Aedion, Arobyn oraz Nesryn. Według mnie postacie te zostały dobrze wykreowane. Każda jest inna, dzięki czemu odróżniają się na tle wielu innych wspomnianych osób na łamach prawie dziewięciuset stronicowej książki. Chociażby taki Aedion. Nie jest ani Chaolem, ani Rowanem. A jest tysiąckroć ciekawszy od nich. Nie jęczy, nie marudzi. Czasami burknie ale robi, co do niego należy. Poza tym nagle nie staje się herosem prosto z komiksu. Podobnie jest z Lysandrą oraz Nesryn. Mają swoją przeszłość, znają siebie i swoje możliwości. Wykorzystują ile się da, chociaż nie zawsze mogą wycisnąć wszystko. Arobyn, ach ten złodziejaszek. Zepsuty do końca. Idealny aktor i przedstawiciel swojego „gatunku”. Autorka trzymała się jego kreacji, dzięki czemu był dobrym, stałym punktem w całej historii. Jak widzicie, nie tylko główni bohaterowie są warci dyskusji. Zwłaszcza gdyby się skupić na ich „poczynaniach” to strasznie sporo tam dziwnych zgrzytów, ale… 

… jako całość książka tworzy wspaniały rozwój sytuacji. Nie ma co kłamać. Akcja mknie, dialogi (choć czasem męczące) pozwalają na dobrą orientację w sytuacji, a fabuła klei się od pierwszego tomu do końca tego. Owszem, jak wspomniałam, są pewne luki i nieścisłości. Ale nie oszukujmy się! Historia pisana jest przez lata, więc czepianie się tego byłoby popsuciem całej radości z czytania. Tak, właśnie tak! Mogłam godzinami siedzieć z książką w ręku i ekscytować się kolejnymi posunięciami buntowników. Nawet rozdziały o Wiedźmach nie były już tak nieznośne jak w poprzednim tomie. Dlaczego? Cóż to warto odkryć samemu! 

To teraz nieco małe wspomnienie o złu czającym się na każdym zakręcie. Autorka wykorzystała pierwotny lęk przed ciemnością. Tam gdzie jest mrok, tam jest zło. W ludzkim ciele również może się zagnieździć, lecz umysł może walczyć dalej. Całkiem ciekawy psychologiczny aspekt. Nie wiem czy zamierzony, lecz intrygujący. Bo od czego zależy, że jeden się podda, a drugi wygra walkę. Nawet jeśli zaledwie jedna setna Twojego Ja przetrwała inwazję zła? Czy to oznacza, że każdy z nas może się nawrócić? Albo w akcie desperacji popełnić krytyczny błąd, a później płacić za niego wiecznymi mękami? Co o tym sądzicie? 

I na koniec. Tak wiem, wstęp mógłby się wydawać nieco cyniczny. Tak dla ścisłości nikogo nie oceniam. Po prostu nie ulegam takim szaleństwom, które innym czytelnikom sprawiają radość. Skupiam się raczej na samej serii, która (nie ukrywajmy) rozwinęła się wystarczająco, aby móc wciągnąć miliony czytelników na tysiące godzin. Tysiące ponieważ wystarczy tylko porozmawiać z fanami. Niektórzy są w stanie zacytować całe akapity! Ciekawe ile razy przeczytali, aby wyłowić smaczki pozostawione prze autorkę? Nie wiem, lecz i takie osoby są potrzebne. Dzięki nim ta seria trwa, nawet jeśli (w rzeczywistości) się zakończy. 

Podsumowując: Zdecydowanie każdy tom pobija kolejny (co chyba piszę za każdym razem), a ten jest ciekawym zwrotem akcji w całej serii. Zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Ludzie zaczynają widzieć zło, takim jakim jest naprawdę. Istoty magiczne również wyciągają pazurki, aby zawalczyć o swoje lepsze jutro. Aby móc być tym kim byli przed zabraniem magii. Wszyscy wałczą przeciwko sobie, a zarazem jednoczą się w potrzebie. A między nimi jest ona, Królowa Terrasenu powstała z popiołów. Leczy czy uda się jej zdmuchnąć ten pył i uwolnić świat z agonii? Czy mroczne istoty z innego wymiaru mogą zostać pokonane śmiertelnymi sposobami? Tego dowiecie się przeczytawszy historię Królowej Cieni. 


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Uroboros!

czwartek, 13 czerwca 2019

Arlo Finch i Dolina Ognia – John August


Książki przygodowo-fantastyczne dla młodzieży ponownie stają się popularne, lecz w tym napływie nowości trudno jest odnaleźć coś idealnie pod siebie. Jeśli dobrze znamy swoje pociechy, możemy być spokojni. Jednakże każdy chciałby zobaczyć uśmiech dziecka na widok nowej powieści (prosto z księgarni!). Taką radość sprawił mi kiedyś Harry Potter. Czy Arlo Finch również mógłby mnie wtedy zachwycić? 




Tytuł oryginału: Arlo Finch in the Valley of Fire 
Tłumaczenie: Dominika Repeczko 
Ilustracje: Helge Vogt 
Wydawnictwo: Jaguar 
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 335



Przeprowadzki nie są fajne. Są wręcz okrutnie ciężkim przeżyciem, zwłaszcza dla nastolatków. Większość nie lubi przenosić się z miejsca na miejsce, chociaż zapewne znalazłyby się wyjątki. Arlo jest w większości. Nienawidzi przeprowadzek. Musiał zrezygnować z dotychczasowego życia i wyjechać z mamą oraz siostrą do Pine Mountain. Miejsca zapomnianego przez Boga Internetu i Telefonii. Mieszkańcy tego miasteczka inaczej organizują sobie wolne popołudnia. Młodzież należy do Straży, która jest tamtejszą wersją harcerstwa. Wszystko byłoby całkiem w porządku, gdyby nie zaskakujące wydarzenia. Odbicie dziewczyny w szybie, huki wywoływane zaledwie machnięciem reki oraz pies-duch. To zaledwie wierzchołek magicznej góry lodowej. Szkoda tylko, że to właśnie Arlo wpada na wszelakie pułapki stworzone przez istoty z Długiego Lasu. 

Rzucające się w oczy obrazki potrafią nieco zatrzymać czytelnika. Sama skupiłam się na ich oglądaniu i próbie zrozumienia. Podobała mi się ich mroczność, a zarazem magiczność. Dopiero w trakcie czytania umiałam określić, czego tyczy się rysunek. Książka dedykowana jest już od dziewięciu lat, więc zdecydowanie obrazki są dobrymi przerywnikami. Ponadto na końcu znajduje się spis treści, co niezmiernie mnie ucieszyło. Które dziecko nie kocha zerkać gdzie już jest, za ile kolejne rozdziały, kiedy koniec? 

Ach przygodo! Zdecydowanie akcja jest wartka i mknie szalenie z strony na stronę. Młody czytelnik powinien czuć dreszczyk, tryskającą radość i niezapomniane doznania z udziałem niezastąpionej Wyobraźni. Dialogi są zrozumiałe, logiczne oraz posiadają nutkę humoru. Sadzę że również bohaterzy są postaciami, których chciałoby się poznać w realnym życiu. Albo już ma się podobnych przyjaciół! Nieco lękliwych, zapobiegawczych, elokwentnych oraz tych odważnych! Arlo ma całkiem zgraną drużynę, dzięki której odkryje w sobie niesamowite umiejętności. Jednakże to odkrywany wspólnie z świat może doprowadzić czytelnika do kolejnych części serii. Magiczne historie, zwierzęta, legendy. Wraz z Długim Lasem wydają się być prawdziwe i na wyciągnięciu ręki! 

Na jedyny zgrzyt jaki się załapałam to zbyt częste porównywanie w mojej głowie do Harrego Pottera. Podobny skład tytułu, spis treści, Długi Las, magiczne zdolności… To wszystko wydawało mi się zbyt podobne. Z drugiej jednak strony wcale nieidentyczne. Wszystko działo się w jakimś miasteczku. Żadna wiedźma na miotle nie latała. Duchy nie wpadały na uczty. Nie zostało mi nic innego jak przestać się czepiać i cieszyć przygodą! PS: Czepianie o szczegóły jest stratą czasu, skoro można czytać i dobrze się bawić! 

Podsumowując: Każdy młody czytelnik kochający rozwijać swoje umiejętności, pragnie zacząć łapać za nieco grubsze tomiska. Arlo Finch i Dolina Ognia może okazać się strzałem w dziesiątkę dla chłopaków oraz dziewczyn. Każdy może wybrać swojego ulubionego bohatera i wraz z nim przeżywać niesamowitą historię wśród drzew, gór i magicznych błysków. Zdecydowanie jest to powieść nadająca się dla wciąż wytrwałych, lecz młodych wyjadaczy książek!



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Jaguar

niedziela, 9 czerwca 2019

Co w trawie piszczy #6

Kolejna porcja nowości na blogu! Mnóstwo fantastyki. Pełno dreszczy. Niezapomnianych epickich przygód. Oto prezentuję Wam listę książek, które zawładną mną przez kolejne tygodnie. Niedługo rozpocznie się lato, a to oznacza więcej światła w porach wieczornych. Więcej czytania i zaspokajania głodu książkoholika. Czy jesteście gotowi na to, co piszczy w mojej książkowej trawie?






Walka o wolność trwa! Królowa Cieni rozpoczyna również Imperium burz. Czy Celaena podoła swojemu przeznaczeniu? Na przestrzeni lat autorka stworzyła niesamowitą historię, która pochłonęła miliony czytelników na całym świecie. Każdy kolejny tom zdaje się być lepszy. Czy te podołają i przekroczą próg zadowolenia książkoholikowego głodu?



Nieco strachu w dobrym stylu. Czyli niespodzianka od Wydawnictwa Vesper. Jack Sparks umiera. Dziennikarz jednak miał pewien sekret. Postaram się go odkryć jak najszybciej, aby móc zapoznać się również z Matką. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi. Prędzej czy później i tak zostanie ujawnione!


Co powiecie na kontynuacje? Poprzednim razem spędziłam kilka przyjemnych godzin z Żelaznym Krukiem, więc liczę na kolejną porcję radości dla głodu! Jednakże to Zdobywca może zaciągnąć mnie w dalekie krainy. Obce, nieustępliwe, a jakże niebezpieczne. Klątwa drugiego tomu? Kto by się tym przejmował mając w swoich rękach przygody pełne niespodziewanych zwrotów akcji?



Myśleliście, że zapomnę o tym co najwspanialsze, najcudowniejsze, a zarazem bardzo oklepane? Widzicie, fantastyka jest obszernym polem do popisu. Ostatnim razem Mark Lawrence zabrał mnie do dość nietypowej krainy. Czy Książę Głupców okaże się prawidłowym kierunkiem moich fantastycznych dolegliwości? Mam nadzieję, że nie jest Kłamcą i nie będę musiała polegać na Kole Fortuny. Wiecie jak to jest, gdy poczujecie się rozczarowani? Cóż Wojna Czerwonej Królowej czeka! Niech zaczną bić na dzwon! Przybywam!!



Tak właśnie wygląda moja książkoholikowa trawa. Zapewne ponownie pojawią się niespodziankowe pozycje, zupełnie różniące się od tych zaprezentowanych powyżej. Nie ma co się zastanawiać. Letnie czytanie uważam za rozpoczęte! A Wy znacie te książki? Może macie własną listę? Pochwalcie się!

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kołysanka z Auschwitz – Mario Escobar


Ostatnimi czasy przeczytałam aż trzy książki, których akcja toczyła się w trakcie Drugiej Wojny Światowej. Dodatkowo obejrzałam bardzo dający do myślenia serial, co spowodowało w mojej głowie niezły mętlik. Myślałam, iż Kołysanka z Auschwitz jedynie mnie dobije. Jednakże stało się coś kompletnie innego. Książka jest idealnym zakończeniem serii o jakże trudnych czasach w historii świata. 




Tytuł oryginału: Canción de cuna de Auschwitz 
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska 
Wydawnictwo: Kobiece 
Rok wydania: 2019 

Liczba stron: 2018