niedziela, 23 września 2018

„Wyśniona jedenastka” - Paweł Fleszar


Pamiętam jak będąc dzieckiem czytałam książki do poduszki. Wiem, wiem. Niezły żart. Czytałam o każdej możliwiej porze dnia. Między graniem w Mario, oglądaniem Reksia, a bieganiem na świeżym powietrzu (kopanie w piłkę <3). Bajkowe seriale kryminalno-przygodowe również były mi bliskie. Dobro zwycięża, ale bohaterowie ponownie nie mogą złapać największego łotra. Ech, ale naciągam! Przecież te realistyczne seriale z aktorami były o wiele ciekawsze! Więc… o czym będzie ciąg dalszy mej wypowiedzi? 


Tytuł: Wyśniona jedenastka
Autor: Paweł Fleszar
Liczba rozdziałów: 10


Według tytułu powinnam zacząć opowiadać o pewnej wyśnionej jedenastce. Jednakże zaczęłam od przydługawego wstępu, który może niektórych z Was nakierował na pewne odkrycie. Jeśli ktoś lubi tego typu wyrazowe zagadki to zapraszam do wykombinowania rozwiązania. Tymczasem nadeszła chwila, aby wspomnieć, o najważniejszej kwestii. Opowiadaniu nietypowemu w swojej typowości. Sięgnęłam po nią z czystej ciekawości i podobnie zakończyłam z nią przygodę. Wszystko wynikało z zastanowienia się nad jednym, lecz rozlazłym, faktem. Dlaczego książka opowiadająca o piłkarzach oraz dziennikarzowi łączy w sobie nieco kryminalnej przygody, dramatu oraz thrillera? Nie wiem skąd taki pomysł. Są ważniejsze rzeczy do omówienia. Fabuła. 

Z założenia typowy, prosty facet. W praniu? Maciej jest raczej irytującym typkiem, któremu wydaje się wiele rzeczy. Jako dziennikarz daje sobie radę całkiem dobrze. Jest znanym i cenionym człowiekiem w świecie sportowych pismaków. Wydaje się, że jest ideałem w nie idealności. Może nie ma wszystkiego, ale ma to co lubi. Wszystko zmienia się po poznaniu Agnieszki. Kobiety o wiele ciekawszej od jej lubego. Mniej sztampowej. Mało nudnej. O wiele żywszej. Mającej większego powera. Nagle ich życie jest zagrożone, w pracy co raz więcej konfliktów. Na dodatek pojawia się pewien przedmiot, który chociaż nie jest w zasięgu ręki, nadal pojawia się w rozmowach dwójki bohaterów. Tutaj następuje mój osobisty problem. Przez kilka rozdziałów nie do końca wiedziała, w jaką stronę płynie fabuła. Czułam się dość mocno zagubiona, dlatego trudno jest mi nawet opisać początki. Dopiero później dotarło do mnie coś więcej. 

Jak widać pomimo pewnych zawiłości nadal starałam się nie stracić nadziei oraz chęci do dalszego czytania. Myślę, że wynikało to z pierwszego wrażenia. Otóż podobała mi się ta różna od dotychczasowych forma. Nieco dziennikarskiego slangu połączona z obyczajowym życiem Macieja oraz akcją mknąca ku czemuś. Los chciał, że po którymś rozdziale byłam zmęczona już ciągłymi dywagacjami o sporcie. Zawsze wolałam uczestniczyć niż słuchać/oglądać/czytać. Nie wiedziałam, że tyle może się tego znaleźć w książce. Myślałam raczej o pojedynczych stronach pełnych entuzjastycznych wymian zdań. Otrzymałam cząstkowy esej o wszystkim, co wydarzyło się w świecie sportu podczas trwania całej czasu akcji powieści. 

Tu przychodzi do mnie pewne rozmyślenie. Czy to aby na pewno powieść? Cóż, tak. Ale taka typowa? Nie. Zdecydowanie spodoba się komuś, kto lubi czytać oraz kocha sport. Sam przeszukuje różnych informacji o sukcesach i porażkach ulubionych zawodników. Śledzi wzloty i upadki klubów. Nie pogardzi długim rozmowom między dziennikarzami, ani szybkiej akcji. Bo tej akurat tutaj nie brakuje. Te dwa elementy przeplatają się między sobą na okrągło. Właściwie to ten zabieg trzymał mnie nadal w garści i powodował, że chciałam poznać zakończenie. Tajemnica może nie była dla mnie interesująca, lecz sposób dotarcia do jej odkrycia już tak. Jak się okazało dostałam totalny zawrót dla mojej głowy.

Ale, ale...o co chodzi z tym ostatnim rozdziałem?! Dla mnie to się nie trzyma niczego. Owszem gdyby to zekranizować i dobrze nagrać można by osiągnąć jedno wielkie WOW. Widziałam już takie zabiegi. Lecz co z napisaniem tego typu konfuzją dla czytelnika? Chyba nie do końca pojęłam zamysł autora. Jednakże uważam, że trzeba mieć nieco odwagi aby zrobić coś tak nieoczekiwanego. 

Podsumowując: Myślę, że sama powieść mogłaby znaleźć wielu fanów. Tych lubiących sport, piłkę, siatkówkę, zagadki i wszystko inne krążące w tej tematyce. Osobiście brakowało mi paru rozwinięć niektórych sytuacji. Wolałabym, aby fabuła rozciągnęła się na boki. Opowiedziała nieco więcej niż o najnowszych wydarzeniach z życia sportowców. Czy Wyśniona jedenastka jest zostanie odkryta ze wszelakich tajemnic? Jaka niespodzianka czeka na czytelnika? Czy znalazłam właśnie książką odpowiednią dla pewnego rodzaju odbiorców? Czytelników od dawna zaniedbywanych w tej kategorii? Oczekujcie i sprawdźcie sami!




Za możliwość przeczytania Wyśnionej jedenastki, dziękuję autorowi.

Dla oczekujących : Link do książki

poniedziałek, 17 września 2018

„Analityk”

Spodziewać się niespodziewanego. Tak powinnam określić tę historię. Trudno mi było stwierdzić do jakiego gatunku mogłabym ją wrzucić. Fantasy? Obyczajówka? Sci-fi? Pomieszane coś z czymś? Byłam zdezorientowana. Dość mocno na dodatek. Czy można przeczytać taką powieść? Tak dziwną, pomieszaną, pełną… właściwie pełną czego? Zaciekawieni? Zapraszam na ciąg dalszy! 




Tytuł: Analityk 
Wydawnictwo: Novae Res 
Rok wydania: 2018 

Liczba stron: 263 



Bycie niewyobrażalnie inteligentnym wydaje się nam czymś niemożliwym. Zazwyczaj coś co jest nieosiągalne, przeraża nas. Gdy się czegoś boimy, to próbujemy zwalczyć. Dlatego Koro nie przyznaje się do swoich umiejętności. Wystarczy, że już wszyscy wiedzą o jego zdolnościach. Potrafią patrzeć i widzieć jak łatwo przychodzi mu wykonywanie jego obowiązków. Lecz jest inny. Różni się znacznie podejściem do życia. Woli plażę od imprezy. Spokój ducha niż adrenalinę. Wszystko się jednak zmienia, gdy poznaje pewną osobę. Świat zaczyna nabierać zdecydowanie nieznanych barw. 

Za to moje barwy również uległy zmianie. Najzwyczajniej nie wiedziałam, co mam myśleć o tej książce. Czy w ogóle mogę to tak nazwać? Kompletnie oniemiałam zastanawiając się nad tym zagadnieniem. Początek był dla mnie kompletnym nie nie rozumieniem. Jednak czytałam dalej, ponieważ chciałam wiedzieć jedno: czy to tak specjalnie zostało napisane, czy to tylko chwilowe odejście od reguł? Gramatyka jakby nie istniała. Zasady jakiekolwiek również. Może nie należę do polonistek, ale coś tam wiem. Czytanie takiego tekstu nie należało do prostych zadań. Potrafiłam się zmęczyć. Kiedy minęły pierwsze wrażenia, miałam nadzieję na zmiany. A co otrzymałam? Ciąg dalszy tego samego. Po prostu oniemiałam. Przejrzałam całą książkę i zadałam sobie pytanie: jak ja to przetrwam? Taka mała ilość dialogów. Wiele przemyśleń. Dostane fioła nim to skończę! 

Jak się okazało po czasie (bo nie postanowiłam zaprzestać czytania) zaczynałam przyzwyczajać się (nie wiem sama jak, pewnei to jest jak z klasykami) do języka użytego przez autora. Jest on bardzo specyficzny i przypominał mi nieco podwórkowy. Tylko ten sprzed wielu lat, kiedy odpowiadało się coś więcej niż noooo, taaaak, ahaaaaa (jednocześnie oglądając tv, grając na PC i wysyłając sms). Bo kiedyś się rozmawiało jak się potrafiło, a nie pokazywało obrazki na Instagramie. Tak więc przyzwyczaiłam się do zaistniałego stanu rzeczy. Skoro się udało postanowiłam poszukać fabuły. Póki co dowiadywałam się tego i owego o bohaterze, ale akcja nie porywała. Zaczynałam mieć różne myśli o Koro, lecz zachowam je dla siebie. Widzielibyście moje zdziwienie, kiedy nagle nie mogłam oderwać się od kolejny stron? Sama sobie nie wierze. Po prostu siedziałam i czytałam dalej byle tylko wiedzieć jak się skończy całość (Chociaż wiedziałam, bo przeczytałam ostatnią stronę. ZONK.). 

Kiedy już skończyłam, zaczęłam zastanawiać się co jest nie tak? Czemu minęło tyle stron nim zaczęłam interesować się całą powieścią? Dochodzę do wniosku, że jest to związane z gramatyką oraz początkiem. Ani nie porywało, ani nie zatrzymywało. Miało coś w sobie, ale nie na tyle by zostać. Jednak wracałam, bo widziałam jak się wszystko powoli zmienia. Zmienia, lecz nie do końca. Raczej moje podejście. 

Myślę, że było to wynikiem paru zdań (tu: cytatów). I to właśnie z nimi pozostawię Was, drodzy czytelnicy. Oto moje podsumowanie:


„Sukces to jest mały wysiłek, ale powtarzany codziennie. Umiem. Mogę. Dzisiaj. (…) Jestem kowalem swojego losu.”

„Ludzie są coraz bardziej znerwicowani, coraz bardziej się śpieszą, coraz więcej chcą mieć, tylko po co? (…) Czasami warto zwolnić i popatrzeć z boku na ten pędzący świat, aby zrozumieć, aby usłyszeć kroki postępującego globu.” 


Cytaty pochodzą z Analityk, Novae Res, 2018, str. 31 i 112


Za coś niecodziennego, dziękuję:

czwartek, 13 września 2018

„Dom na jeziorze” - Sarah Jio




Przyznam się szczerze, że po pierwszej przeczytanej książce tej autorki byłam pod wielkim wrażeniem. Po prostu wiedziałam, iż muszę przeczytać kolejne pozycje. Udało mi się zapisać w bibliotece na listę i oto jestem! Nie mogłam się doczekać. Tylko jaki był efekt mej cierpliwości?

Dom na jeziorze - Sarah Jio | okładka
źródło: www.znak.com.pl






Tytuł oryginału: Morning glory
Tłumaczenie: Lucyna Wierzbowska
Wydawnictwo: Między słowami
Rok wydania: 2015

Liczba stron: 314










środa, 5 września 2018

„Żyj Wabi-Sabi” - Julie Pointer Adams


Poradniki nie są moją ulubioną lekturą. Podchodzę do nich raczej na zimno nie oczekując zbyt wiele. Zazwyczaj czytuje je dla zabawy lub dla zdobycia informacji, które mogą mnie zadowolić i umilić czas. Oczywiście jak zobaczyłam tytuł poniższej lektury, pierwszą moją myślą było: taaaaak. Ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że jednak nie. Dopiero po zaczerpnięciu informacji z internetu zmieniłam zdanie. Wabi-Sabi może stać się ciekawą alternatywą. Zwłaszcza, że w niektórych aspektach nieświadomie stosuję parę zasad tejże estetyki.




Tytuł oryginału: Wabi-Sabi welcome 
Tłumaczenie: Malina Drasek-Kańska 
Wydawnictwo: Znak literanova 
Rok wydania: 2018 
Liczba stron: 265