poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Cień gejszy – Anna Klejzerowicz


Zdaje sobie sprawę, że powinno się czytać serię według pewnej kolejności. Zwłaszcza nie mając zielonego pojęcia o choćby ty malutkim świecie wykreowanym przez autorkę. Najzwyczajniej sam tytuł oraz okładka rzuciły mnie w wir pt. Muszę przeczytać. Następnie widok zaczytanej mamy, bo zamówiłam dla niej z biblioteki wszystkie tomy. Przynieś mi coś innego, lekkiego, lecz dobrego! Tak, nie udało mi się do tych książek dorwać. Moim jedynym zadaniem było ich odniesienie. Traf chciał, iż jeden tom widniał na Półce Wstydu. I tak siedząc i jadąc w podróż marzeń, przeczytałam „Cień gejszy”. 



Tytuł: Cień Gejszy 
Seria: Emil Żądło – tom drugi 
Wydawnictwo: Replika 
Rok wydania: 2011 
Liczba stron: 249 

Sztuka powinna cieszyć oko, wzbudzać refleksje oraz ukryte emocje. Bezimienne drzeworyty stają się jednak czymś więcej. Zmieniają swój kierunek ku niebezpiecznemu przestępstwu. W niezrozumiałych okolicznościach umiera właściciel tych pięknych ukiyo-e, obrazów przemijającego świata. Nazwa równie trafna jak to, iż każdy kto w następstwie ma z nimi do czynienia, trafia do świata... zmarłych. Emil Żądło jako były policjant ma smykałkę do rozwiązywania podobnych spraw. W normalnych dla niego okolicznościach pozostawiłby te nieciekawe wydarzenia własnemu obiegowi. Jednakże ktoś miesza jego imię z błotem, próbuje wręcz powiązać go z tymi nieprzyjemnymi sytuacjami. Wtem nawet, jego ukochana, Marta nie ma możliwości odwieść go od szalonego pomysłu rozwiązania tejże zagadki. 

Jest to moja pierwsza styczność z autorką. Zazwyczaj kojarzyłam ją z grubaśnych książek stojących w witrynach księgarń. Jednak parę lat temu natrafiłam na premierę „Cienia gejszy” i to właśnie wtedy utkwiła mi w głowie po dziś dzień. Kiedy na promocji w księgarni zobaczyłam tę powieść porwałam ją w prost do kasy fiskalnej. Najzwyczajniej musiałam ją mieć! Polska, Japonia i kryminał w jednym. Toć raj dla mnie samej! Szkoda tylko, że pozostawiłam ją na Półce Wstydu w zakładce: kiedyś przeczytam, tylko nie teraz. Postanowiłam więc zabrać ją w podróż i był to strzał w dziesiątkę. Emil Żądło rozwiązujący kryminalną zagadkę w Trójmieście, stał się balsamem dla mej książkoholikowej duszy. 

Dobra, ale kim jest ten Emil? Otóż facetem w średnim wieku, który postanowił nieco zmienić kierunek swojego życia. Inna praca, wspaniała kobieta i nieco mniej stresująca codzienność. Błyskotliwy umysł, cierpki język oraz gama cudownych emocji, gdy spogląda na Martę. Facet nie należy do ideałów. Wręcz kipi nałogiem, wrzeszczy na co popadnie oraz pcha się zawsze tam, gdzie go nie chcą. Trochę taki typowy bohater z kryminałów. Rzecz w tym, że zazwyczaj nie przepadam za takimi postaciami. Denerwuje mnie ich język, ciągłe picie, palenie lub obrażanie innych. Jednak Emil ma w sobie to coś. Pyta, analizuje, czasami zapali lub wypije za dużo… kawy, ale w ogólnym rozrachunku jest całkiem przyzwoitym mężczyzną. Dla Marty oraz przyjaciela podkomisarza Zebry jest wstanie zrobić dosłownie wszystko. Tego człowieka po prostu się lubi! 

Sama tematyka drzeworytów jest dość skomplikowana dla kogoś, nie mającego żadnego pojęcia o sztuce japońskiej. Wyjaśnienie tego fabularnie tak, aby nie zanudzić czytelnika jest trudnym, aczkolwiek możliwym do zrealizowania zadaniem. Autorka wykorzystała Martę, która zawodowo zajmuje się takimi cackami. Chociaż sztuka japońska nie należy do jej dziedziny, posiada znajomości umożliwiające jej pchnąć akcję do przodu. Nieco ciekawości, zawodowego instynktu i tadam! Czytelnik otrzymuje sporą wiedzę o drzeworytach, ich twórcach oraz okresem historycznym, w którym były one najbardziej popularne. Osobiście nie poczułam nachalności, przesytu lub irytującej gadki-szmatki. Najzwyczajniej wstawki o najważniejszym dla fabuły oraz akcji przedmiocie pojawiały się w regularnych odstępach stronicowych. 

Podsumowując: Czy kryminał może być oryginalny? Wciągać na tyle, aby zagubić się w bezkresie czasu? Cień gejszy pozwala na poszerzenie horyzontów. Poznanie czym są drzeworyty, jacy artyści je tworzyli, jaki był powód ich powstawania oraz wszelakie tło historyczne umożliwia stworzenie nadzwyczaj nietypowej powieści. Chociaż Emil Żądło nie posiada wszystkich wymaganych atrybutów do rozwiązania zagadki morderstw, to staje się bohaterem lubianym. Powiedzcie mi, kto z własnej woli rzuciłby się na głęboką wodę i grzebał w polityczno-historycznych machlojkach? Kto godziłby się na wplątywanie swoich najbliższych w wyjaśnianie nielogicznych śmierci? Zdecydowanie Emil. Ach, i Wy drodzy Czytelnicy.



sobota, 10 sierpnia 2019

Ostatnie dni Jacka Sparksa – Jason Arnopp


Takie książki jak ta mają zadanie wystraszyć, nieco przerazić, może nawrócić, lecz zapewne doprowadzić do szewskiej pasji. Tej pozytywnej i negatywnej, bo niewiele powieści pozwoliło na odczuwanie tak skrajnych emocji. Dopiero po zakończeniu uzmysłowiłam sobie jak historia o duchach, istotach niematerialnych oraz nadmiernym egoizmie może sprawić niewiele, lecz jakże wielkie wrażenie. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam na ciąg dalszy z nieco małym przymrużeniem oka ;) 


Tytuł oryginału: The last days of jack sparks 
Tłumaczenie: Lesław Haliński 
Wydawnictwo: Vesper 
Rok wydania: 2018 
Liczba stron: 358 

Uwaga! Książka może doprowadzić do skrajnego egoizmu i wzniesienia swojego ego na wyżyny! 


poniedziałek, 29 lipca 2019

Imperium Burz – Sarah J. Maas


Spoglądając na Szklany Tron, rzuciły mi się w oczy pozostałe serie na pólkach. Praktycznie każda rozpoczyna się tak samo. Pierwsze tomy są cienkie, następne wręcz olbrzymie. Ba, nawet się znajdzie taki 900 stronicowy grubas! I tak się zastanawiam, czy autorzy nie mieli na początku tak rozbudowanego pomysłu? Może wydawnictwo zmusiło ich do skrócenia powieści? Albo najzwyczajniej nie chciano się od razu dzielić tak obszernym światem, bo przecież i tak nie wydadzą? Czy kolejny tom Szklanego Tronu może być wciągający? Po odpowiedzi zapraszam poniżej!




Tytuł oryginału: Empire of Storms
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Uroboros
Seria: Szklany tron – tom piąty 
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 860

poniedziałek, 22 lipca 2019

Pieśń dla Nagasaki – Paul Glynn


Zastanawiam się, czy do Was również trafiają książki, o których istnieniu nie mieliście pojęcia? Trzymacie w ręku i myślicie: co to ma być? Po co mi to dano? W jakim celu? Następnie zaczynacie czytać i nie wierzycie, że skończycie. A później… później dzieje się magia. 




Tytuł oryginału: A song for Nagasaki 
Tłumaczenie: Elżbieta Nienaltowska 
Wydawnictwo: PROMIC 
Rok wydania: 2001 
Liczba stron: 238