poniedziałek, 24 sierpnia 2015

„Kafka nad morzem” - Haruki Murakami

Kolejna powieść japońskiego autora. Tak wiem, już pewnie zauważyliście, ze przepadam za tego typu książkami. Ale tym razem zabiorę Was do świata prawdziwej Japonii, gdzie jawa i sen łączą się w jedno, a świat rzeczywisty jest składnikiem więcej niż jednym. Po prostu świat według Murakamiego!




Tytuł oryginału: Umibe-no Kafuka
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2013

Ilość stron: 623













Kafka Tamura to piętnastoletni chłopak postanawiający uciec z domu. Robi to szybko, gładko i bezszelestnie. Znika na wiele dni do Takamastu na wyspie Shikoku. Zamieszkuje w bibliotece im. Komura. Pan Nakata to staruszek nie potrafiący czytać ani pisać. Żyje dzięki rencie inwalidzkiej i nie wyściubia nosa spoza Nakano. W wolnej chwili rozmawia z kotami, a one, co najlepsze, go rozumieją. Pewnego dnia musi stwierdzić czy zabije Johnnego Walkera. Od tej decyzji zależy wiele futrzastych istnień. Ni stąd ni zowąd pojawia się również trzeci bohater – Pan Hoshino, który jako towarzysz Nakaty wprowadzi do akcji własne zamieszanie.

Powieść napisana z rozmachem. Kiedy wydaje się, że już problem został rozwiązany, znajduje się kolejny, poważniejszy, choć wydaje się o wiele prostszy od poprzedniego. Kafka walczy sam ze sobą, Nakata próbuje zrobić to, co będzie według niego najlepszym wyjściem, a Hosino przez cały czas zastanawia się nad tym czy to co robi jest dobre i słuszne. Czytając ma się wrażenie, że każdy z bohaterów jest inny, wyjątkowy, jedynym w swoim rodzaju, a zarazem powiązany z pozostałymi. Miła pogawędka z futrzakiem to, według Nakaty, dobrze spędzony czas. Porozumiewa się z nimi lepiej niż z ludźmi. Żyje z renty inwalidzkiej i całkiem dobrze sobie radzi jak na osobę uznawaną za głupią. Bardzo specyficzny z niego staruszek i zupełnie nieszkodliwy. Przynajmniej z wyglądu. Hosino to kierowca z zawodu i spędzający czas jeżdżąc z punktu A do punktu B. Nie pamięta nawet kiedy sotnio miał wolne. Ulega urokowi Nakaty i zabiera go aż do Takamastu. Tam spędza z nim kilka szalonych dni. Kafka jest o wiele bardziej skomplikowaną postacią. Rozmawia ze sobą o imieniu Kafka, chociaż sam nazywa się inaczej. Przyjmuje nową tożsamość, trzyma się jej kurczowo i podąża za głosem w głowie. Czeka na moment, który pozwoli mu stać się zupełnie wolnym.

Muszę przyznać, że autor ma dość sporą wiedzę psychologiczną. Do tego dodajmy trochę wiadomości o muzyce, czy literaturze japońskiej. Wykorzystuje wierzenia ludu do wykreowania istot i sytuacji fantastycznych: gadające koty, zaczarowany kamień, stwór bez głowy, nóg, narządów, intrygujące istoty w postaci ludzkiej. Język plastyczny. Nie powiedziałabym, że prosty, bo bym popełniła gafę. Do jednych przemówi, do drugich nie. Wydaje się być zrozumiały na pierwszy rzut oka, ale potem im dłużej wczytujemy się w zdania, odkrywamy metafory, tajemnice, niezrozumiałe powiązania, które wkrótce zostaną wyjaśnione lub nie.

Akcja niby toczy się powoli, ale nie wiadomo kiedy już jesteśmy na setnej stronie. Cały czas coś się dzieje, więc nie można się nudzić. Wydaje się, że wszystko jest tu ważne. Każda scena, każde słowo, każdy opis. Oczywiście to my sami wybieramy, co tak naprawdę nas interesuje. Powiem szczerze, iż jak skończyłam jeden rozdział, od razu chciałam wiedzieć co dzieje się dalej z daną postacią. Jednak jest to nie możliwe – trzeba przejść przez pozostałych bohaterów. I kółko się zamyka. Chcemy dowiedzieć się więcej o jednym, a kończymy na tym, ze interesuje nas kolejny krok każdego z nich. Jednym słowem nie nudziłam się, a ciekawość była co chwile zaspokajana na Murakamiego sposób.



Kilka cytatów:

Dwuznacznie:
Jesteśmy gdzieś nad morzem i oboje wesoło się uśmiechamy. Siostra jest odwrócona bokiem i połowa jej twarzy tonie w głębokim cieniu. Przez to uśmiech zdaje się przecięty na pół. W jej twarzy kryje się podwójne znaczenie, jak na zdjęciu maski z tragedii greckiej, które widziałem w podręczniku. Światło i cień. Nadzieja i rozczarowanie. Śmiech i smutek. Zaufanie i samotność. A ja śmiało patrzę w obiektyw. Na plaży nie ma nikogo prócz nas.”

Spokojnie:
Dwie trzecie miejsc jest wolnych. Większość osób podróżuje jak ja w pojedynkę i w autobusie panuje niemal nienaturalna cisza. Mamy przed sobą da elką drogę do Takamatsu. Z rozkładu wynika, że zajmie około dziesięciu godzin i dotrzemy na miejsce jutro wcześnie rano. Lecz perspektywa długiej podróży mi nie przeszkadza. Czego jak czego, ale czasu mi teraz nie brakuje. Kiedy autobus rusza o ósmej wieczorem, odchylam oparcie siedzenia i od razu zasypiam. Siadam wygodnie i moja świadomość z miejsca zaczyna słabnąć, jakby wyczerpywały się baterie.”

Odmiennie:
Jeżeli chodzi o moją klasę, to wszystko mniej więcej dobrze się układało. Oczywiście to były miejskie dzieci, które nagle znalazły się na wsi. Wychowywały się w zupełnie innym otoczeniu. Używały innych słów, inaczej się ubierały. Większość miejscowych pochodziła z ubogich rodzin chłopskich, a te z Tokio to były głównie dzieci pracowników firm i urzędników państwowych. Dlatego nie mogę powiedzieć, że dobrze się rozumiały.”

Bezlitośnie:
Dawniej robiono z kociej skóry shamiseny, ale teraz shamisen nie jest zbyt popularny instrumentem i ostatnio podobno wyrabia się je z plastiku. I gdzieś na świecie jada się koty, ale na szczęście w Japonii nie ma takiego zwyczaju. Dlatego sądzę, że można wykluczyć te dwie możliwości. Jakie są poza tym? Niektórzy używają kotów do eksperymentów naukowych. Są na świecie różne doświadczenia naukowe z użyciem kotów. Jeden z moich przyjaciół był używanych do eksperymentów psychologicznych na Uniwersytecie Tokijskim. To straszna historia, ale jest bardzo długa, więc nie będę teraz opowiadać.”

Historycznie:
Ród Komura był już w okresie Edo wielkim wytwórcą sake, przedostatni dziedzic był dość znany, bo jeździł po całej Japonii, kolekcjonując książki Tak zwany prawdziwy zwariowany bibliofil. Jego ojciec, czyli dwa pokolenia temu, sam pisał wiersze tanka i bywało u niego wielu literatów odwiedzających Shikoku, na przykład Bokusai Wakayama, Takuboku Ishikawa czy Naoya Shiga. Niektórzy zostawali na dość długo, pewnie dobrze się tu czuli. Ta rodzina nigdy nie żałowała pieniędzy na literaturę. Takie rody zwykle w którymś pokoleniu popadają w ruinę, lecz na szczęście tak się nie stało w przepadku rodziny Komura. Pasje pasjami, ale nie zaniedbywali rodzinnego interesu.”

Cytaty pochodzą z: H.Murakami, Kafka nad morzem, Wydawnictwo Muza, 2013 r. s. 13, 20, 25, 111, 52.

Źródło

Podsumowując: Gdzieś przeczytałam, że książki Murakamiego można albo lubić, albo nienawidzieć. Albo nas interesują, albo nudzą. Mnie osobiście przypadły do gustu. Jak mogliście przeczytać, mamy do czynienia z ciekawymi bohaterami, intrygującymi sytuacjami oraz kilkoma metaforami, które sami musimy na swój sposób zrozumieć. Dla każdego głodnego smacznej książkowej uczty zapraszam do rychłego zapoznania się z tym tytułem. Może dowiecie się co siedzi w duszy każdego z nas.

11 komentarzy:

  1. Czytałam tylko "Norwegian Wood" tego autora, ale chętnie sięgnę również po tę pozycję. Lubię to jak Murakami wprowadza czytelnika w specyficzny klimat podczas lektury.
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak jego kreacja swiata i bohaterow powala z nog :D

      Usuń
  2. czytałam to! syn z matką ble hehe ale książka intrygująca;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widze ze czytalas :D hehe to byla dziwna powiesc ale bardzo dobra :)

      Usuń
  3. Czytałam jego dwie książki i były znakomite. Zmuszały do myślenia nad sobą, własnym życiem. Nieprzeciętni bohaterowie, któryvh nie dało się nie lubić. Na pewno sięgnę również po tą pozycję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo sie ciesze ze jest ktos , kto rownie bardzo jak ja lubi tego autora :D

      Usuń
  4. Niestety jeszcze nie czytałam żadnej książki autora (mam zamiar to wreszcie zmienić) - którą z Jego powieści polecasz na początek? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tańcz tańcz tańcz to byla moja pierwsza i wypadla rewelacyjnie, kafka nad morzem tez sie nadaje :)

      Usuń
  5. Moją pierwszą była "Przygoda z owcą". :)
    Dawno już nie czytałam Murakamiego. Myślę, że teraz będę mogła jego prozę docenić bardziej niż przed laty. Nie jestem tylko pewna, czy przypadkiem 623 strony w jego wykonaniu to nie za dużo... Ale wyjęte przez Ciebie cytaty brzmią zachęcająco, więc może w końcu powinnam się zmierzyć z tą książką. :)
    Pozdrawiam Cię cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tam w ciemno biore Murakamiego :D Milo ze sie podobaja cytaty :3

      Usuń
  6. Polecam "Przygodę z owcą" :) pozdrawiam
    http://reading-mylove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!