niedziela, 6 października 2019

Wieża świtu – Sarah J. Maas

Kiedy zobaczyłam tak obszerną książkę od razu pomyślałam sobie, że to musi być kolejny tom przygód Zabójczyni. Dobrze iż tylko sobie pomyślałam, ponieważ nieźle bym się spaliła. Czytając kontynuacja cyklu Szklanego Tronu uznałam książkę za szósty tom. Oj, jakże się pomyliłam. Wersja oficjalna brzmi 5.5. Wtedy złapałam się za głowę. 



Tytuł oryginału: Tower of Dawn 
Tłumaczenie: Marcin Mortka 
Wydawnictwo: Uroboros 
Seria: Szklany Tron 
Rok wydania: 2017 
Liczba stron: 843 

Nastąpiło nieuniknione. Chaol uległ wypadkowi będacy dla niego końcem wszystkiego. Otrzymał karę, na którą w pełni zasłużył za brak lojalności. Jest nikim. Nie zasługuje na przyjaciół, ani na to by żyć. Jego kalectwo zostaje jednak wykorzystane przez jego rzekomych przyjaciół. Wraz z Nesryn trafia na Południowy Kontynent, gdzie ma zdobyć armię. Armię mającą zmienić losy wojny. Szkoda tylko, iż wielki kagan nie zamierza nawet wysłuchać nic nieznaczącego Chaola. W końcu w pełni sobie na to zasłużył wraz z Nesryn. Ach i ta niewdzięcznica Celaena! Po kiego miałby im pomagać? 

Po pierwszych stronach czułam jedną, wielką, przeokropna niechęć do dalszej część tej książki. Klimaty całkowicie nie moje. Pustynia, słońce, wielokulturowe coś z królewskimi wrednymi dziećmi i kaganem. Tak, ten to był dopiero łajdak. Ale nie dlatego, iż lekceważył Chaola. Najzwyczajniej cała ta rodzina nie przypadła mi do gustu. I królestwo też. Kontynent również! Moje nastawienie nie zmieniło się nawet w momencie pojawienia się tajemniczej uzdrowicielki. Przyznaje się, Nesryn i Chaol byli postaciami za którymi przepadałam bardziej niż głownymi bohaterami. Natomiast w Wieży Świtu przeznaczonej całkowicie ich losom… doprowadzały mnie do zwyczajnego znużenia. Relacja przedstawiona na samym początku powodowała moje obojętnienie. Choć doceniłam uprzednie kreacje obu postaci, tym razem Nesryn wyrzuciłabym do worka, a Chaola zakneblowała. Marudzenie, uskarżanie się, milczące cierpienie, brak szczerości, mało znaczące dialogi… to wszystko kreowało tych bohaterów na nudnych, pozbawionych życia ludzi. 

Stąd moje ogromne zdziwienie, gdy nagle fabuła zaczęła się przeplatać na dwie odrębne narracje, a Południowy Kontynent odkrył przede mną odmienny obraz miasta Antica. 

To był ten moment mojego zaskoczenia. Moje odczucia wobec bohaterów diametralnie się zmieniały. Na początku byłam bardziej za Namiestnikiem, później jednak jego niezmienne zachowanie zaczynało mnie irytować, więc skupiłam się na nowej Pani Kapitan… która nadal była mi obojętna. Aż gdzieś w środku ich losy zostały rozplecione, uczucia wymijały się na zakrętach, a smak porażki miał różne odcienie gorzkości. W końcu Maas poświeciła tej dwójce wystarczająco dużo miejsca, czasu i cierpliwości. Pokazała swoim Czytelnikom, że nie znając ich od wewnątrz zawsze będziemy w minimalnym stopniu, błędnie oceniać jej bohaterów. 

Jak wcześniej pisałam, akcja ma miejsce na innym kontynencie. W tym Królestwie wszystko jest inne. Różnorodna kultura, języki, religie i prawo kaganatu. Nikt się nie buntuje, każdy zna swoje miejsce i pracuje na swój dobrobyt. Mogłoby się wydawać, że jest to coś naturalnego. Jednakże dopiero wchodząc bliżej w politykę odkrywamy jak to się wszystko zaczęło. Skąd te intrygi dworskie? Czemu dzieci Kagana są tak… naszpikowani kolcami oraz jadem? Czy można rozmawiać z rodziną królewską o jakimkolwiek sojuszu? Autorka postanowiła wrócić do korzeni i napisać raz jeszcze wersję o walce z przeciwnościami losu w Królestwie. Gdzie zło dopiero się czai po kątach, a bohaterowie są zbyt zaślepieni by dostrzec jak blisko za ich plecami stoi Śmierć. Wydawać by się mogło, że można to jedynie sknocić. Owszem, a jakże! W końcu już kiedyś taki scenariusz był nam dany. Tylko moim zdaniem tu chodziło raczej o wybielenie Chaola i lepszy obraz Nesryn. Dlaczego? Ponieważ obie postacie wprowadzą prawdziwy mętlik w ostatniej części Szklanego Tronu! 




Podsumowując: Niestety wyłamie się z kanonu ulubieńców serii i najzwyczajniej dołączę do tej małej grupki przeciwników. Zdecydowanie nie mogę traktować tej części jako nowelki. Dla mnie to kolejny tom. Wskazuje na to obszerność książki oraz jej ważność pod względem dalszych wydarzeń. Owszem, gdybyśmy nie znali tej historii nic by się nie stało, lecz… bez niej nasze wyobrażenie o bohaterach oraz dalszych losach wojny byłyby niekompletne. Czy tego chcecie lub nie, Chaol oraz Nesryn stali się przewodnikami ku wolności Adarlanu! 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Uroboros

12 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ani o innych tej autorki, ale bardzo mnie zainteresowało 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje klimaty to nie są ale najważniejsze jak książka wciąga. Czasami trzeba dać fabule szansę chociaż rzeczywiście lubię jak od pierwszych kartek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że książka związana z lubianą serią nie przypadła do gustu. Ja pierwszy raz o niej słyszę i wiem, że to nie moje klimaty :)
    nicolestraveljournal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Główna seria jest jedną z moich ulubionych, ale wszystkie dodatkowe tomy przede mną. Mam w planach ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Poczekam na coś spoza fantastyki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. To bardzo lubiana seria, choć nie do końca w moich klimatach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Liczba stron faktycznie powala! Cóż za opasłe tomisko ;)!

    OdpowiedzUsuń
  8. ja obecnie gustuję w kryminałam i to najlepiej pilskich autorów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam „Szklany tron”, co prawda mam mieszane odczucia, ale z chęcią zobaczę, jak historia potoczy się dalej. ;) Z kolei seria „Dworów” bardzo mi się podobała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, ale rozumiem :) Ja jednak pozostaję wielką fanką serii :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam serię i jest całkiem fajna ♥

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!