sobota, 7 marca 2020

Wskrzesina – Artur Boratczuk

Choć czasami obawiam się niektórych książek, to staram się podejmować wyzwanie. Podobnie było tym razem, gdy otrzymałam Wskrzesinę do rąk własnych. Obejrzałam, przekartkowałam, poczułam zapach świeżego druku i zamarłam. Czy podołam temu zadaniu? Biorąc pod uwagę sytuację w jakiej aktualnie się znajduje, to było jak wdrapanie się na Rysy bez uprzedniego zdobycia jakiegokolwiek szczytu górskiego. Więc postanowiłam się przygotować. Gdy rozpoczęłam swoją przygodę z książką, po zaledwie paru minutach wiedziałam, że popełniłam karygodny błąd. 





Tytuł: Wskrzesina 
Autor: Artur Boratczuk 
Wydawnictwo: JanKa 
Rok wydania: 2020 

Liczba stron: 289 


Na zachodzie Polski leży Fraudencja. Małe miasteczko, pełne wynudzonych życiem ludzi. Co niedzielę, jak wierne owieczki pasterza, chodzą do kościoła na Msze Świętą. Po wysłuchaniu kazania, kierują się do swoich domostw na kawę i ciastko lub na obiad do pobliskiej restauracji. Mieszkańcy żyją z pracy wykonywanej na gospodarstwie lub w pobliskiej fabryce. Jedynie biegacze, czyli osobniki z wielkich miast, żyją za nie wiadomo co. Wyłącznie biegają po okolicznych ścieżkach i rozbijają się drogimi autami. Choć Fraudencja wydawałaby się pospolitym miejscem, to właśnie tu znajduje się szeroki przekrój współczesnego społeczeństwa polskiego. To tutaj następuje walka starego i nowego pokolenia. Biedy oraz bogactwa. Gdzie natura zamieniana jest na materialne bogactwa. Natomiast konsumpcjonizm to jedyne, słuszne postępowanie w dobie komputeryzacji oraz ogólnego pośpiechu za pieniędzmi. Zdziwiło mnie więc jak z prostotą, a wręcz życzliwością, autor wykreował postacie. Zostały zaprezentowane postawy zakładające w pełni ich indywidualność oraz złożoność. Jednocześnie w jednym miejscu poznajemy realistów, sceptyków oraz ludzi wiary. Gdy nagle wszyscy dochodzą do głosu i wyrażają go w pełni, musi nastąpić nieunikniona katastrofa. Zwłaszcza gdy następuje walka pokoleń. 

Zgrabne posługiwanie się językiem jest idealną przykrywką do mamienia Czytelnika w sposób inteligentny. Przemieszczamy się między rzeczywistością, a jawą odkrywając świat pełen iluzji. Odsłonięte zostają mroczne sekrety, nieodgadnione dotąd myśli oraz ukrywane przez wiele lat żałości. Ponownie otwierane zostają drzwi do prawdziwych uczuć, o których trudno rozmawiać nawet z najbliższymi. Sytuacje w jakich zastajemy bohaterów oraz to jak radzą sobie z własnymi kłopotami, skłania do przemyśleń na nieco wyższą skalę. Wraz z postaciami zastanawiamy się czym są wartości moralne? Jak je traktować w swoim życiu? Czy są niezmienne? Jeśli tak, to dlaczego interpretujemy je wielorako, choć brzmią tak samo? 

Bohaterowie podczas ich kreacji, otrzymali należyte sobie miejsce. To jak fabularnie splecione są wspólne losy, świadczy choćby zachowanie indywidualności każdego z nich. Mamy do czynienia z banalnym miejscem akcji oraz na pierwszy rzut oka, równie błahą fabułą. Jak się później okazuje, to tylko przykrywka, aby móc zestawić wszelakie odcienie szarości życia. Autor sam przyznaje, iż żyjemy w czasach przemiany, które możemy odbierać jako kryzys lub nadzieję. Dodatkowo lawiruje wokół wiary, religii i człowieczeństwa. Wpleciono również wizję Boga, którą można odebrać w różnoraki sposób. Natomiast tytułowa Wskrzesina to alegoria… ale czego? Tutaj pokusiłabym się nawet o pozostawienie pola Czytelnikom. Powieść ta jest pełna pułapek mogących wpłynąć na nasze myślenie, doprowadzić do pewnej konkluzji oraz wprowadzić początek dłuższych rozmyślań. 

Zapewne zapytacie co było moim największym błędem? Otóż zabrałam książkę jako urozmaicenie w trakcie stania w kolejce. Było duszno, dzieci krzyczały, starsi ludzie narzekali, a sąsiadka po prawej wgapiała się w komórkę bez uprzedniego wyłączenia dźwięku. W takim klimacie czytanie jakiejkolwiek powieści jest niewystarczająco intensywne. W trakcie lektury (już w domu!) porównałam prozę Boratczuka do Zafona, jednego z moich ulubionych i najbardziej cenionych autorów. Moja psychika automatycznie przestawiła się na potrzebę spokoju i pełnego skupienia. Komórki w mózgu chciały myśleć i wydobywać pełnię możliwości z powieści. Sięganie po lekturę odbywało się w nabożeństwie ciepłego napoju i miękkiego kocyka. 

Podsumowując: Proza ta jest wyjątkowa w swoim odbiorze. Odbiorcą może być każdy, kto tylko zechce przeczytać historię, jaka wydarzyła się w Freudencji. Niesamowite doznania zostają potęgowane dzięki zakończeniu, pełnego zwrotów akcji. Rozwikłanie zagadek oraz zrozumienie bohaterów stało się intelektualną grą. Poznawanie szczegółów z życia księdza, dilera, biegacza, oszustki, kucharza oraz pozostałych mieszkańców miasteczka, jeszcze nigdy nie było tak przyjemnie proste. Jestem zaskoczona własną reakcją na tą czytelniczą (teraz już wiem) ucztę. Świadomie oraz w pełni usatysfakcjonowana mogę polecić Wskrzesinę jako literaturę godną poznania! 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Autorowi!

11 komentarzy:

  1. Ja również bardzo mocno polecam tę książkę. Proza Boratczuka ma w sobie to coś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super przedstawiłaś tę książkę. Sama mam ją już w swoich czytelniczych planach.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie zaciekawiłaś mnie tą książką. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. OOoo aż tak dobre? Warte zanotowania! Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam tego autor, ale recenzja zaintrygowała mnie do tego stopnia, że już dorzuciłam książkę do swojego wirtualnego koszyka. Dziękuję za polecenie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi dobrze. Nawet bardzo. Lubię takie gierki autora, sięgnę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  7. W książkach upatruję się chwili dla siebie, wypoczynku i lekkiego spędzenia czasu, ale... no właśnie... takie książki nie zapadają w pamięć nistety. Kapitalna recenzja mocno mnie zaintrygowała, uwielbiam naszych autorów...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam o niej, ale Twoja recenzja bardzo zachęciła mnie do niej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam, że warto zapoznać się z tym dziełem. Boje się jego ale z drugiej strony niesamowicie mnie intryguję. Chyba przeczytam :D Dzięki wielkie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ten tytuł w swoim stosiku i cieszę się, że jest on tak dobrze odbierany.

    OdpowiedzUsuń
  11. Twoja recenzja jest bardzo przekonująca, chociaż nie wiem czy odnalazłabym się w tym tytule.

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!