piątek, 18 sierpnia 2017

„Mapa kości” - Francesca Haig


Kolejne części mają to do siebie, że są po prostu kiepskie. Im dalej w las tym jeszcze gorzej. Potem się okazuje, że ostatni tom wychodzi, lecz jest już tak średni, że nawet genialne zakończenie nie uratuje serii. Koniec końców otrzymujemy zlepek mogący wywalić do śmieci. Czy Mapa Kości okazała się godnym następcą? Czy można uznać ją za kontynuację wartą wielu godzin czytania? Czy można się w niej zatracić? Ech. Odpowiem jednym słowem, dobrze? Bo na więcej nie ma sensu.

Tak.




Tytuł oryginału: The map of bones 
Seria: Ogniste oczyszczenie - tom 2
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 429


Kiedy świat wydaje się być już wystarczająco zły, staje się coś nieoczekiwanego. Nadchodzi kres naszego życia. Zamknięci nie możemy oddychać, poruszać się, myśleć. Ale nadal jesteśmy. Cass wraz z Kobziarzem i Zoe starają się, aby już nigdy więcej nie stało się coś tak strasznego. Zbiorniki zabierają nie tylko człowieka, ale zwłaszcza jego duszę. Ludzie nieświadomie dają się złapać w wodną otchłań śmierci. Czy Ruch Oporu wygra jakakolwiek bitwę? Czy ma szansę na przetrwanie wojny? Czy Zamorze istnieje? Jeśli tak, to czy ktoś im pomorze uratować bliźniaków? Wiele pytań, lecz niewiele odpowiedzi.

Sama fabuła zasługuje na oklaski na stojąco. Jest sporo czytania, wiele do zapamiętania, połączenia kropek. Jednakże właśnie to sprawia, że nie siedzisz znudzony. Zaskoczyło mnie to jak szybko bohaterzy musieli decydować o tym, co chcą zrobić. Kiedy to dowódcy zastanawiają się nad planem, Cass już pędzi by go zrealizować po swojemu. I chociaż nie zawsze jest pięknie, sporo krwi się przeleje, warto jest zadziałać impulsywnie. Niezdecydowanie jednych, strategia szybkiego chaosu oraz lęk przed wszystkim sprawia czytelnikowi przyjemność.

Każdego może zastanowić, jak autorka w tylu stronach i tak małym druczkiem mogła zainteresować czytelnika. Osobiście jak widzę takie książki to średnio mam ochotę czytać. Tylko w tym wypadku skuszenie się było warte poświęcenia. Chociaż odkładałam na bok co chwilę, ze względu na obowiązki, szybko wracałam. Trawiłam, uzmysławiałam, łączyłam fakty, by siąść i delektować się ponownie. To dość rzadkie, ale jak widać: realne. Wszystko to jest możliwe dzięki pewnym punktom w fabule. Autorka od początku wie do czego zmierza, co chce osiągnąć. Trzyma się postanowień. I chociaż znienawidzilibyśmy Cass za to, co zrobi, ona i tak to zrobi! 

Skoro już jestem przy Cass, to nie mogę pominąć konstrukcji bohaterów. Ze względów na to, iż to gruba powieść jestem zadowolona z powrotu do postaci z tomu pierwszego. Zapamiętanie kilkunastu kolejnych imion, nazwisk, czy przydomków, a potem połączenie ich w jedno byłoby niewykonalne. Znane nam osoby powracają na większą lub mniejszą ilość stron, ale jednak. Skupie się na trójce: Cass, Kobziarzu i Zoe. Jeśli ktoś nie czytał tomu pierwszego niewiele mu to powie. Postaram się też zbytnio nie zdradzić czegokolwiek. Kobziarz to dość specyficzne „imię” dla kogoś takiego jak on. Chociaż pozwala ono na szybkie zidentyfikowanie osoby. Jest odważny, można nawet rzecz, że pyskaty. Lubi wyzwania i nie boi się realizować swoich zamierzeń. Wierzy w to co myśli i zrobi, co uzna za stosowne. Chociaż wie jak powinien się zachowywać by ratować bezpieczeństwo, umie podjąć trudną decyzję i działać według własnego zdania. Można by się zakochać. Tylko, że lubi rzucać nożami i całkiem świetnie wychodzi mu zabijanie na odległość. Krew to jego ozdoba, a zwłoki: znak rozpoznawczy. Uroczy, czyż nie? Zoe jako siostra bliźniaczka jest tak samo sprawna jak brat, lecz kryje w sobie więcej niż się nam wydaje w pierwszym tomie. Poznajemy jej historię. Dla mnie to ciekawy dodatek, który jest wart przeczytania. Ma uczucia, ale skrywa je głęboko w sobie. Potrafi się uśmiechnąć, lecz preferuje zimną twarz ****. Jest równie niebezpieczna, co inteligentna. Potrafi zaleźć za skórę, skrzywdzić tak mocno jak nie jedna kobieta. Jednakże skrywa pewną tajemnice. Jaką? Shh! Top secret! Ostatnia na tej liście jest Cass. Jest dość irytująca, zbyt łatwowierna, nie potrafiąca zrozumieć, że jeśli ktoś mówi Nie, znaczy to: Nie. Zdaje sobie sprawę w jakim jest położeniu oraz fakt potrzeby nauczenia się bronić swojego życia. Chociaż się stara, uczy, pokonuje trudności, jej słabości nadal są na wyciągnięciu ręki. Jednakże mam wrażenie, iż Cass w drugim tomie się „ogarnia”. Zmienia podejście, zastanawia się, co zrobić, aby nie skrzywdzić znów innych. Jej empatia jest jej piętą achilesową. Łatwo można wykorzystać tę wadę. I chociaż jej cel to jeden z tych właściwych i prawych, sposób jego osiągnięcia jest czysto brutalny. 

Cass przechodzi zmianę. Czerwoną jak krew. Czarną jak mrok jej serca.

Reszta niewymienionych tu osób grających rolę numer dwa jest równie interesująca. Wiąże się to z ich zachowaniem. Często są sprzeczne, co pokazuje jak silne emocje towarzyszą im w trakcie walki o swoje. Właśnie te uczucia powodują, że ja jako czytelnik mam wrażenie bliskości z nimi. Przecież świat jest szary. Każdy to wie. Tak jakby. Omegi i Alfy dopiero odkrywają kolory na nowo. Obraz władzy jest prosty, sztampowy, ale jakże prawdziwy. Osoby rządzące nienawidzą opozycji, a zwykły człowiek albo lubi jednych albo drugich. Albo się boi. Strach ma wielką władzę.

Nie chce zbyt szczegółowo pisać na temat tego, co znajdziecie w środku. Zrobię więc to krótko i mam nadzieję: tajemniczo. 
1. Zbiorniki to coś więcej niż woda z płynem.
2. Ruch Oporu stara się istnieć, chociaż wróżby mówią co innego.
3. Wizje to tak jakby sen na jawie. Ale jest bardziej rzeczywisty niż nam się zdaje.
4. Koniec naszego świata nie był tak naprawdę Armagedonem o jakim myślimy.

Podsumowując: Miłość, przyjaźń, rodzina. Czy te wartości mogą przetrwać? Skoro znany nam świat przestał funkcjonować i doprowadził do klęski żywiołowej, to czy jesteśmy wstanie zmienić historię? Tyle lat nauki, tyle lat zmarnowanych. Mapa kości daje nam ogrom odpowiedzi na pytania zadane w Ognistym oczyszczeniu. Powoli poznajemy nową Cass, która pokaże nam jak trudno jest przetrwać w postapokaliptycznym świecie. Gdzie Alfy są ważniejsze od Omeg. Gdzie siła i władza są ważniejsze niż dobro i urodzaj. Gdzie miłość nie istnieje, a ludzi liczy się w cyferkach. Czy odważysz się przyłączyć do Ruchu Oporu i zwalczyć zło?

Za świat w ogniu dziękuję:

wtorek, 15 sierpnia 2017

„Po prostu ja” - Jean Ure


Takie książki powinni drukować masowo. Chociaż przesłanie dla dorosłego jest jednoznaczne, młody czytelnik musi spędzić nieco czasu, by dokopać się do sedna. Z pomocą rodzica na pewno szybciej zrozumie przekaz autorki, co tylko podwaja ważność tej książki. Zastanawiam się, czy mnie było dane czytać takie powieści? Cóż nie przypominam sobie. Jeśli nawet to musiało być dawno i nie zwróciłam na to uwagi. Jednak tym razem było inaczej.





Tytuł oryginału: Just Peachy
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 255
Dla kogo: Dzieci powyżej 8 r.ż. 
(Chociaż jeśli młodszy czytelnik czuje się na siłach może śmiało próbować)


piątek, 11 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO]„Przeczucie” - Tetsuya Honda


Jeśli śledzicie mnie chociażby miesiąc możecie dostrzec pewną rzecz: uwielbiam Japonię oraz wszystko wokół niej. Dlatego Chiny czy Korea nie są mi obce. Gdy tylko dowiedziałam się o „Przeczuciu” wiedziałam, że jeśli nie przeczytam tego teraz to zrobię to później, choćbym miała napaść na księgarnie. Po przeczytaniu wiem jedno: Przed sklepem napadłabym na bank, wykupiła oryginały, wydała miliony na przetłumaczenie pozostałych części i w czeluściach pokoju czytała japoński kryminał. Tak. Tak. Plan idealny!




Tytuł oryginału: Strawberry Night ストロベリーナイト 
Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 349


Premiera: 16 Sierpnia 2017


wtorek, 8 sierpnia 2017

„Pamiętnik Zuzy-łobuzy. Francja-elegancja” - Alice Pantemuller, Daniela Kohl


Cały czas jestem zainteresowana literaturą dla dzieci, tych młodszych jak i nieco starszych. Dlatego lubię wiedzieć, co się dzieje w tej sprawie na polskim rynku. Do rąk dostałam piekielnie różową i piekielnie pastelową książeczkę. I chociaż za różem nie przepadam, a pastelowy wyblakły kolor nie kojarzy mi się z lodami miętowymi to JESTEM ZASKOCZONA. Tak, bo czegoś takiego nie widziałam!




Tytuł oryginału: Mein Lotta-Leben und täglich grüßt der Camembär 
Autor: Alice Pantermuller
Ilustrator: Daniela Kohl
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2017
Dla kogo: Od 8 roku życia (osobiście nie mam nic przeciwko 6-7 r.ż. jeśli dziecko potrafi czytać już nieco lepiej)