czwartek, 22 czerwca 2017

Susan Meissner - „Dziewczyna z nagietkowym szalem”


 Czasami trafiają nam się książki, które opowiadają o czymś tragicznym wywołanym wydarzeniem jakie mocno zakorzeniło się w naszej pamięci. Jednak niewielu lubi zbyt dużo czytać o tym jak ktoś roztrząsa takie chwile, bardzo smutne dla narodu i świata. Osobiście bałam się, że poczuje zniesmaczenie. Jednak za tym złem i niesprawiedliwością kryła się inna historia. Inna prawda.


Tytuł oryginału: A fall of marigolds
Tłumaczenie: Karolina Łachmacka
Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2017

Ilość stron: 361


 
 
 
 
 
 



Kiedy Taryn sześć lat wcześniej otrzymuje szal, który ma być wzorem dla nowego, nie sądzi, iż dzień 11 września będzie ją prześladował przez długie lata. Wieże upadły, ukochany popełnił samobójstwo, a ona sama musiała sobie radzić z żalem i ogarniającym ją smutkiem. Tylko, co teraz, skoro właśnie, po wielu latach, ma przyjść na świat upragnione dziecko? To nie koniec złych wieści. Szal z nagietkami zaginął. Nikt nie wie gdzie jest. Ale ja wiem gdzie był we wrześni u 1911 roku.

Dwie historie życia, dwie kobiety o podobnych przeżyciach. Czy wydarzenia mogą ze sobą łączyć ludzi chociaż dzieli ich sto lat przepaści? Okazuje się, że jest to możliwe. Jeśli oczywiście autorka ma na tyle wyobraźni by coś takiego stworzyć. Połączyć fakty nie jest łatwo, gdy staramy się zawrzeć prawdę i wyimaginowaną opowieść o dwóch kobietach. Tak bardzo do siebie podobne w swoich przeżyciach, nie zdziwiłabym się, gdyby istniały naprawdę. Myślicie, że się nie da? Bo nie czytaliście Dziewczyny z nagietkowym szalem.
Fakt historyczny jaki wykorzystała autorka jest niesamowity. Jak to możliwe, że w 1911 i 2001 zdarzyły się dwa inne wypadki, ale skutki były takie same? Wyskakujący ludzie z okien. Ostatnie wiadomości wykrzykiwane w niebo. Płacz, dym, smutek. Tragiczne, prawdziwe i… niesamowicie interesujące. Fabryka Triangle Shirtwaist w Nowym Yorku istniała naprawdę tak samo jak jej pożar. Pielęgniarka Clara widziała wszystko na własne oczy: płomienie, ciała na chodniku i ukochanego wyskakującego ze szwaczką, by wesprzeć ją w ostatnim tchnieniu życia. Widok ten oraz wyrzuty sumienia niszczą wszystko co dla niej drogocenne. Życie, miłość, uczucie bycia kochanym. Tylko, co dalej? Nie potrafi sobie poradzić z bólem. Ucieka na wysepkę niedaleko Manhattanu. Pracuje tam dnie i noce nie narzekając na nic. Wszyscy powoli dowiadują się kim jest i co przeżyła. Ale nikt nie potrafi jej pomóc, bo uzdrowienie może przyjść tylko od niej i od kogoś, kto ją pokocha taką jaką jest. Zmęczona, zlękniona, przerażona. Clara Wood już nie jest tą samą kobietą.

Taryn Michaels ma wspaniałą nastoletnią córkę, która nie poznała nigdy swojego ojca. Ten umarł w zamachu na bliźniacze wierze. Tylko, że ona niewiele o tym wie. Gdzie był, co robił. Nigdy nie poznała prawdy, bo jej matka nie potrafiła jej wykrzesać ze swych ust. Jest załamana. Stara się jakoś poukładać sobie życie. Gdyby nie przyjaciółka, stała praca, dużo zleceń i córka, prawdopodobnie już dawno by się załamała. Może i popełniła samobójstwo? Nie potrafi rozmawiać o tragedi i nikt nawet nie próbuje ją do tego namawiać. Jednak, w tym dniu dostała ważne zlecenie iw tym dniu straciła szal z nagietkami. Parę lat później ona, on i kolorowy materiał trafiają do Times’a na pierwszą stronę. Wtedy Taryn już nie ma jak się ukryć przed smutną przeszłością. Z przerażaniem kryje się w pracy i mieszkaniu, a córka zastanawia się, co przed nią ukrywała. Wszystko dzieje się nie tak jak powinno.

Zapewne zapytacie: o co chodzi z tym szalem? Otóż Clara poznaje, męża zmarłej właścicielki, a Taryn przechowuje go w ramach swojej pracy. Był z nimi w złych chwilach. Doprowadził do zakończenia ich męki. W jaki sposób może to zrobić zwykły materiał? Może jest magiczny? Może potrafi zdziałać cuda? A może po prostu łączy ludzi?

Sama fabuła jest prosta i nieskomplikowana. Clara opiekuje się chorym na szkarlatynę. Zaprzyjaźnia się z nim. Spełnia więcej niż obowiązek pielęgniarki. Zaczyna powoli otwierać się na to, przed czym uciekła na wyspę Ellis. Podobnie jest z Taryn. Gdy fotografia trafia na łamy gazety jej życie przewraca się. Musi stanąć na nogi, bo jej czas odrętwienia minął. Zakończenia można się domyślić, chociaż uprzedzam, że u każdej z bohaterek wygląda ono inaczej. Jest szczęście ale i ulga oraz spokój i harmonia. Jednak tyle emocji i uczuć na łamach powieści powoduje pewną refleksje. Nad czym? Tego dowiecie się sami, czytając.

Podsumowując:
Jestem zaintrygowana, że z czegoś okropnego, co wpłynęło na tysiące, a nawet miliony osób, można zrobić coś pięknego. To nie jest powieść warta Literackiego Oskara. To nie jest powieść, której należą się hołdy. To nie jest powieść, którą będziesz czytać, co chwile. Bo ona tego nie potrzebuje. Daje wszystko, co nieuchwytne, chwilowe i tymczasowe. Daje nadzieję. Daje przemyślenia. Daje obraz tego, jak wygląda życie osoby po tragedii. Daje prawdę o wnętrzu zdruzgotanego człowieka przez męczarnie wywołane śmiercią najbliższego. Czytaj, kiedy uznasz, że brakuje Ci nadziei. Nadziei na lepsze jutro.

piątek, 9 czerwca 2017

„Ogniste oczyszczenie” - Franccesca Haig




Czytając sam opis byłam zaciekawiona jak się potoczy całą ta hisotria. Prawda jest taka, że sam opis to za mało by zrozumieć cały sens. Jednakże z drugiej strony to bardzo dobre posunięcie. Natomiast gdy zaczęłam lekturę zrozumiałam jedno: nasz świat ma wiele chorób, ale ich świat jest jeszcze gorszy.


Tytuł oryginału: The Fire Sermon (tom 1)
Tłumaczenie: Marcin Sieduszewski
Wydawnictwo: Uroboros

Rok wydania: 2016














Wszystko zaczyna się bardzo prosto. Bliźniacy: ona i on, mieszkają wspólnie z rodzicami. Nie różnią się od siebie. Normalne dzieci lubiące spędzać ze sobą wspólnie czas. Kochający rodzice. Ładna okolica zamieszkania. Brzmi dobrze, do momentu gdy jedno musi stać się Alfą, a drugi Omegą i zostać wygnany na najgorsze ziemie. Takie są zasady. Ale co jeśli ani jedno, ani drugie nie zamierza zdradzić, który jest którym?


Kiedy Cass i Zach zostają rozdzieleni mamy do czynienia z pewnym wzorcem. Ofiara nadal broni kata. Kat ignoruje ofiarę. Tylko, żę Alfa jest zawsze zależny od Omegi. Gdy jedno zginie, drugie również. Jednakże to życie Omeg jest trudniejsze i boleśniejsze. Głód, wyczerpanie, ciężka praca, izolacja, niechęć, nienawiść. To tylko początek. Świat ten jest skontruowany inaczej ponieważ jest wersją postapokaliptyczną Ziemi. Tutaj jest wiele zdeformowanych ludzi i zwierząt. Miejsca objęte złą sławą są opustoszałe jak po Czarnobylu. Wszyscy boją się tego co jest w ziemi. Lecz tylko Rada zna prawdę. Dlaczego ją ukrywa?

Niestety ale sposób rządzenia nieco przypomina mi to, co się dzieje u nas w rzeczywistym świecie. Obywatele uważani są z głupich i lękliwych. Wykorzystywany jest reżim by mieć siłę. A tak naprawdę robi się krzywdę każdemu. Ta powieść podkreśla, to w jaki sposób jesteśmy oceniani oraz jak łatwo jest ludźmi manipulować. Z drugiej strony lęk powoduje, że działamy zgodnie z zasadami, nawet jeśli nie są one sprawiedliwe. Pytanie jednak brzmi: skoro mogą zmienić na lepsze, czemu tego nie robią?

Sama kreacja bohaterów jest całkiem dobra. Bynajmniej ci najważniejsi różnią się od siebie, chociaż gdy jest się bliźniakiem nie zawsze można być całkowicie innym. Drugoplanowe postacie pozwalają również na duże zainteresowanie tematem głównym. Mają swoją osobowość, wyrazistość, deklarują wartości i idee. Dają wskazówki, które warto poskładać w całość, by zrozumieć więcej i szybciej. Chociaż, kto lubi wiedzieć przed wielkim finałem? 

Z drugiej strony język jest prosty, ale ma czasami słownictwo, które nie każdy mógłby znać. Chodzi mi o bardzo młodych czytelników. Jednakże jest on po części zrozumiały, dzięki kilku wyjaśniającymi słowami, więc nie ma większego problemu. Styl jest bardzo intrygujący, bo potrafi pozwolić nam poczuć tamten świat. Kiedy jesteśmy wstanie wsiąknąć w świat książki, to znak, że warto się z nią zbyt szybko nie rozstać. Ale jest to trudne gdy czytamy zapominając o czasie.

Podsumowując: To zaledwie pierwszy tom, prawdopodobnie jednej z lepszych książek dla młodzieży. Można z niej wysnuć pewne mądre treści, a także problemy z jakimi się borykamy na co dzień. Dyskryminacja, stereotypy, zawiść. Za co? Za kogo? Za jaką ideę? Trudno uwierzyć, ale to wszystko wydaje się takie prawdopodobne, że aż przerażające.  Kreacja wyobraźni, czy może nieubłaganej przyszłości?

Za tą wspaniałą przygodę dziękuję:

Znalezione obrazy dla zapytania uroboros wydawnictwo


niedziela, 28 maja 2017

„Król cierni” - Mark Lawrence

Grube książki nie są mi obce, ale gdy jest się całe dnie poza domem, ni można ich tak szybko czytać jakby się chciało. Ale udało się. Majówka i parę dni dalej pozwoliły mi na dokonanie tego cudu. Ale… niedługo lato więc będzie ich! Więcej.
Kiedy byłam po lekturze „Księcia cierni” zrozumiałam, że to fantasy, które na długo pozostanie w mojej głowie. Jest mroczne, magiczne, inne niż dotychczas, a na dodatek posiada to co lubię: specyficzny język i świat. Tylko, iż niektóre rzeczy z tego świata, były dla mnie niezrozumiałe, inne znane (z innych źródeł). Koniec końców otrzymałam piekielną dawkę… czego? Czytajcie dalej!


Tytuł oryginału: King of Thorns
Tłumaczenie: Anna i Jarosław Fejdych
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 621






czwartek, 18 maja 2017

"Sezon na cuda" - Magdalena Kordel

Udało się! Przeczytałam drugi tom i przyznaje, że idealnie trafiłam z czasem. W takie dni jak te, które aktualnie przeżywam, taka powieść jest jak zesłanie anioła z nieba. Myślicie: e żartuje sobie. Tylko, co gdy człowiek przygnębiony uśmiecha się, co chwila pod nosem, gdy czyta książkę?




Tytuł: Sezon na cuda
Seria: Uroczysko - tom 2
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2017