poniedziałek, 6 lipca 2015

„Uroczysko” – Magdalena Kordel [przedpremierowo]

Pamiętacie urocze Malownicze? Kiedy wydawałoby się, że już naprawdę wiele dowiedzieliśmy się o ich mieszkańcach tadaaa zaskoczenie! Jeszcze jedna rodzina do kompletu: szczęśliwi na wsi. Tym razem jest ona o wiele bardziej szalona, pełna energii i niewyczerpalnych zapasów humoru połączonej z sarkazmem.






Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015

Ilość stron: 378















Tym razem do Malowniczego zawitała Maja – kobieta dojrzała z nastoletnią córką, dwoma psami i kotem. Można powiedzieć idealny zwierzyniec! Sudety to miejsce odmienne od tego wielkomiejskiego szumu, w którym nasi bohaterzy mieszkali przez długie, dłuuugie lata. Otóż pewnego razu mąż Mai postanawia ją zdradzić, przyznać się do tego i zażądać rozwodu. Aby to jeszcze troszku skomplikować opowiada o zaciągniętych długach i próbuje wszystko zwalić na barki (jeszcze) małżonki. Nasza bohaterka postanawia uciec do Malowniczego, zaszyć się w domu należącym do jej rodziców i nie wyściubiać nosa spod butelki wina. Ale, co dalej?


Maja z wykształcenia jest pedagogiem, który zamiast zajmować się uczniami, jest tłumaczem w całkiem dochodowej firmie. A do tego szef idealny przyjaciel przystający na jej każdy warunek. Żyć nie umierać. No właśnie tu się zaczynają schody. Ucieka – i co dalej? Ma się wrażenie, że kobieta totalnie powariowała, całkowity brak u niej równowagi psychicznej, nie mówiąc już o jakiejkolwiek chęci walki. A sarkazm i ironia to jej dwie najlepsze przyjaciółki. I jak z takiej bohaterki powieści obyczajowej mamy zrobić „heroiczną” kobietę XXI wieku, na dodatek na jakimś zapyziałym grajdołku? A widzicie, ano da się.

Konstrukcja fabularna dość ostatnio powszechna – dojrzała kobieta wyprowadza się na wieś, aby tam poukładać swoje życie. Można by rzec nuda. Ale...właśnie jest tu jedno małe, lecz naprawdę ważne. Może i to banał, bo przerabiany ostatnio naprawdę, dosłownie wszędzie, ale jest tak dobrze wykreowany, że ani na moment nie czułam tej przysłowiowej nudy. Język pełen dwóch przyjaciółek Mai sprawiał wrażenie, że akcja dzieje się dosłownie za naszymi drzwiami. Znajome wyrażenia, ciekawe porównania i kąśliwe uwagi. Do tego garść poczucia humoru i mamy pozytywną mieszankę wybuchową. Skoro Maja i jej rodzina jest szalona to i cała powieść utrzymana jest w tej konwencji. Zwykła zapyziała okolica? Ale z jakimi mieszkańcami!!

Jak więc możecie zauważyć mnie powieść bardzo przypadła do gustu. Brak niepotrzebnych opisów, żywy język, zaskakujące zwroty akcji sprawiły, że książka spoczywała na moich kolanach przez kilka przyjemnych godzin. Tło otaczające Maję jest dosłownie kolorowe: od czarującego weterynarza, przez córkę nastolatkę (już samo bycie nastolatkiem znaczy kłopoty) i kilku włochatych pupili do „rozdwojonej jaźni” ucznia. To wszystko sprawia, że powieść czyta się przyjemnie. Cała ta akcja z stworzeniem pensjonatu jest tak naprawdę tłem, które jak można się domyślić zostanie rozwinięte w kolejnej części. Owszem bohaterka zamierza to i owo wykombinować, ale tak naprawdę tym razem skupiamy się wyłącznie na rozwiązaniu jej życiowych problemów. I wierzcie – stron wystarczy na całą książkę.

Źródło

Kilka cytatów:

Definitywnie:
„- No, ze on już nie wróci, że to nie jest jakiś głupi wybryk, a ty na pewno nie chcesz z nim być?
- Jagoda – odpowiedziałam po długiej chwili milczenia, bo pytania, które przed momentem padły, zadawałam sobie milion razy, ale jakoś nie mogłam znaleźć żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi. - Jestem pewna. - Tym razem ku mojemu zaskoczeniu odpowiedź błyskawicznie się pojawiła. - On nie ma zamiaru wracać, o ile mi wiadomo, zamierza natomiast złożyć pozew o rozwód. Moje chcenie nie ma tu żadnego znaczenia. Jeśli nawet to tylko głupi wybryk, chyba pora, by Igor przekonał się, że za głupotę się płaci. Prędzej czy później. Najbardziej żałuję, że nie ma sposobu, żeby to wszystko ominęło Marysię. Ale na to nic już nie mogę poradzić. Tkwienie w nieudanym małżeństwie tylko dla dobra dziecka jest bzdurą, co do tego jednego nie mam wątpliwości.”

Zdecydowanie:
„ - No to jej powiedziałam, że się nie wyprowadził, tylko mama go wyrzuciła, bo zadawał zbyt wiele pytań – dokończyła triumfalnie Marysia. - Myślę, że Klucha mi tego nie odpuści. Pewnie cię wezwie.
- Nie wezwie – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. -Nie będzie musiała. Sama się do niej pofatyguję. Myślę, że obie -ty i ja-mamy prawo do prywatności, a to jest już szczyt wszystkiego. Żeby tak bezczelnie, i to do dziecka…
- Mamo, nie mów do mnie dziecko!
- Nie do ciebie, lecz o tobie – sprostowałam, z niechęcią zdejmując trzecią z kolei bluzę i czując, jak na rękach zaczyna pojawiać mi się gęsia skórka.”

Sarkastycznie:
„- I tak, pomijając wszystko inne, nie mam teraz gdzie mieszkać – chlipałam, pociągając nosem.
- Chryste! -Krysia zamilkła na dłuższy czas. - No i co teraz zrobisz? - zapytała po chwili?
Wpadłam na genialny pomysł.
- Zabiję go. Zabiję i dostanę rentę na dziecko. Wynajmę małą ,rozsypującą się drewnianą ruinkę, będę przymarzać zimą, a latem zabijać wyłażące zewsząd karaluchy. I tak spędzę resztę życia. Chyba, że mnie wcześniej zamkną w więzieniu. Wtedy pociągnę tam trochę o chlebie i wodzie, a potem odwalę kitę.”

Intuicyjnie:
„ Bo jak niby miałam powiedzieć moim rodzicom, że marzę jedynie o zalaniu się w trupa, by nie myśleć o niczym? Boże, móc z nikim nie rozmawiać, nie odpowiadać na żadne pytania i nie musieć zastanawiać się nad przeszłością i przyszłością! Taka perspektywa jawiła mi się jako prawdziwy luksus i coś mi mówiło, że to jest naprawdę dobry pomysł. To po prostu było przeczucie, a ostatnio wzrosło we mnie przekonanie, że powinnam słuchać wewnętrznego głosu. Cóż, może to były pierwsze oznaki samotności albo zdziwaczenia, ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej wiedziałam, że powinnam wyjechać. A skoro znalazłam w końcu rzecz, na której mi zaczęło zależeć, uznałam, że warto o nią zawalczyć i postarać się o parę dni wolnego.

Pomocnie:
„ Nie mógł to być sam samochód? Ale po chwili auto się zatrzymało, ze środka wysiadł weterynarz i powiedział ,żebym się nie wygłupiała, tylko wsiadała, bo on w końcu jest mężczyzną i nie może patrzeć, jak się męczę. Nie może? Wrażliwiec jakiś. Mój Igorek patrzył przez tyle lat i się nie wzruszył. A podobno też był mężczyzną. Weterynarz wyglądał na prawdziwego, samochód pachniał jak to samochód – słońcem i czymś jeszcze, co jest charakterystyczne dla aut. Porzuciłam dumę, wysiadłam bez protestów i przymknęłam oczy. Dzięki Bogu, to nie był omam. Wysiadłam przed domem i podziękowałam weterynarzowi.
- Nie ma za co -powiedział, uśmiechając się kpiąco. - Jutro ja do pani przyjadę. Na te zastrzyki -dodał widząc, że patrzę na niego ze zdziwieniem, i znowu się uśmiechnął.”

Cytaty pochodzą z: M. Kordel, Uroczysko, Wydawnictwo Znak, 2015 r.

Źródło

Podsumowując: Jeśli poszukujecie ciekawej fabuły, pełnej humoru i walki z przeciwnościami losu to naprawdę dobra pozycja dla Was. Znajdziecie w niej wiele o tym czym jest rodzicielstwo, prawdziwa nie zachwiana przyjaźń i dobro płynące prosto z serca. Obyczajówka jak znalazł na ciepłe wakacyjne dnie.

Po książkę zapraszam do księgarni już 16 lipca!


Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Znak!

18 komentarzy:

  1. Muszę w końcu sięgnąć po książki tej autorki :) "Uroczysko" na pewno nada się na lato ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja muszę w końcu poznać prozę tej autorki, bowiem recenzje jej książek bardzo zachęcają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nominowałam Cię do tagu, mam nadzieję, że odpowiesz :)
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/2015/07/summer-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusisz i to mocno, ale ta powieść jakoś nie do końca mnie przekonuje, coś iskrzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo jest super. moze to jezyk iskrzy? jest na pewno slodko-gorzki :)

      Usuń
  5. Cytat: Intuicyjnie przekonał mnie do przeczytania ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. O autorce jedynie słyszałam, ale chciałabym poznać ją bliżej :) Swoją drogą to ciekawe, że nawet w dużym stopniu banalny pomysł nie musi wcale być nietrafiony - gdy okrasi się go na przykład wyrazistymi bohaterami, przyjemnym stylem i ujmującym klimatem, wówczas to może być gwarancja miło spędzonego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam "Uroczysko"... cóż mogę napisać, jestem zachwycona, bo autorka idealnie trafiła w mój gust czytelniczy, a i chyba powieści obyczajowe właśnie najbardziej mi ostatnio pasują... Nie znałam wcześniej Magdaleny Kordel, ale nic nie szkodzi, nadrobię zaległości. Lada chwila odbiorę w Matrasie moje perełki, tzn. pozostałe powieści tej pisarki. Chyba zawrzemy ze sobą znajomość na długie lata! Polecam stokroć wszystkim kobietom szukającym oderwania od rzeczywistości, a nie trzeba szukać daleko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez dopiero znam od niedawna autorke i jestem baaaardzo zachwycona :) tez zamierzam nadrobic kiedys zaleglosci hihi

      Usuń
  8. Czytałam ją kiedyś w starym wydaniu, ale nie przekonała mnie do siebie. Wydała mi się bardzo schematyczna i wtórna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje doswidczenie dopiero rosnie wiec.....nie narzekam tylko sie ciesze. moze keidys inaczej na nia spojrze poki co jest naprawde dobra :)

      Usuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!