poniedziałek, 27 maja 2019

Czarcie słowa – Grzegorz Wielgus


Jakiś czas temu pisałam o trójce kumpli, których przygody były iście z najlepszego, klasycznego kryminału. Jednakże trzynasty wiek zobowiązywał do pewnych umniejszeń i nieco większego rozmysłu. Jednocześnie dla autora jak i czytelnika. Każdy kto czytał Pękniętą Koronę może w końcu poznać dalsze losy bohaterów. Kto nie miał takiej okazji, teraz może zapoznać się z prawdziwą, męską przygodą! 




Tytuł: Czarcie słowa 
Autor: Grzegorz Wielgus 
Wydawnictwo: Initium 
Seria: Brat Gotfryd – tom drugi 
Rok wydania: 2019 

Liczba stron: 365 




Rycerze z okolic, a nawet dalekich krain przybywają do zamku Rappottenstein. Dokładnie tam ma się odbyć turniej dla wszystkich pasowanych. Król Austrii, Rudolf Habsburg chciałby w ten sposób udobruchać paru wasali. Jednakże atmosfera na tym wielkim wydarzeniu jest nieco za gęsta. Niby wszyscy bawią się wyśmienicie, jednak czuć w powietrzu możliwe kłopoty. Wynika to nie tylko z kumulacji różnorodnych interesów reprezentujących przez przybyłych, lecz również dziwnych zjawiskach następujących w okolicznych wsiach. Niezrozumiałe znaki zostają wyryte na drzewach, a w tej jakże niesamowicie przerażającej scenerii można odnaleźć jedynie trupy. Lokalni mieszkańcy przypisują te morderstwa Titivillusowi. Jak można się domyślić to brat Gotfryd wraz z Jaksą oraz Lambertem postanawiają nieco pomyszkować po łowczym terenie austriackiego demona. 

Spotkać się na nowo z tak charakternymi postaciami, to wielka radość dla mojego ksiażkoholikowego serduszka. Zapewne nie jedna panna mdlałaby na wieść o przybyciu tak zacnych gości na rycerski turniej. Natomiast moje palpitacje serca wywołują kolejne przygody trójki przyjaciół. Język jakim posługuje się autor całkowicie pozwalał na przeniesienie się w czasie. Sposób bycia, odzywki, czy rozgrywki psychologiczne napawają szczerym podziwem. Niby tak „zacofani”, a potrafią nieźle popalić niejednemu pionkowi w rozrywce. Milo było również całkowicie skupić się na fabule. Prezentacja postaci była krótka, ponieważ sytuacja nie wymagała tak przydługiego wstępu. Każdy mógłby przeczytać oba tomy w dowolnej kolejności, a nadal wiedziałby wystarczająco na temat bohaterów. Stąd skupienie się na rozgrywającej się akcji, pozwoliło na prawdziwą zabawę w średniowiecznego kryminologa. Połączenie, na pierwszy rzut oka, kompletnie nie łączących się faktów oraz dowodów wydaje się niemożliwe. Zdziwilibyście się jak bardzo można pogmatwać fabule, aby pod sam koniec połączyć wszystkie elementy w zaskakujący sposób. Bo niespodzianki zdecydowanie występują na każdym etapie powieści!




Wiecie za co najbardziej cenię autora? Za nadawanie tytułu, którego znaczenie trzema samemu odkryć. Oczywiście zapomniałam o myśleniu nad tą kwestią w trakcie czytania. Dopiero później spoglądając na napisy i oglądając pozłacane litery oraz znaki, dotarło do mnie znaczenie tytułu. Może to jedynie oznaczać jedno, czytając powieść kompletnie nie było mi w głowie oglądanie okładki. Co najwyżej zawartości książki. 

Innym znacznie zaskakującym atutem były opisy walk. Ich szczegółowość, a zarazem jasność w przekazanie pozwalały na zobrazowanie zmagań rycerzy w wyobraźni. Zazwyczaj takiego rodzaju opisy są krótkie i wyrażające proste ruchy walczących. Tak aby każdy czytelnik mógł zrozumieć, kto w jakiej sytuacji się znalazł. Innym razem są tak pokręcone, iż jedno zdanie składa się zbyt wielu wyrazów, co powoduje ogromny mętlik w głowie. W tutejszym przypadku przytrafiały się dłuższe jak i krótsze formy, lecz dla mnie były wystarczająco dobrze rozmieszczone w tekście. Jaki był tego efekt? Cała cudowna walka (zwłaszcza ta pod koniec!) drobiazgowo rozegrała się w mojej wyobraźni. 

Nie byłabym sobą gdybym nie napisała, czego mi brakowało. Nie jest to nic wielce kapryśnego, czy też ujmującego. Jednak dla mnie stanowiło to pewien mały problem. Otóż łacina została w pełni przetłumaczona, za co wielkie ukłony dla wszystkich zaangażowanych. Gorzej było gdy pojawił się niemiecki lub inne wyrazy w obcych językach. Nie wiedziałam jak przeczytać niektóre nazwy własne, nie mówiąc o imionach! Przydałaby się mała ściąga. Zwłaszcza jak później wyszukałam, że zamek Rappottenstein istnieje naprawdę! 

Podsumowując: Klątwa drugiego tomu nie miała możliwości nawet zaistnieć. Dalsze losy zabawnego Jaksy Gryfita, niezastąpionego Lamberta z Myślenic oraz niezwykłego brata Gotfryda są zdecydowanie równie ciekawe, jak ich poprzednie przygody. Otrzymana dawka rycerskiego humoru i iście dworskiej intrygi pozwoli zadowolić wielu wybrednych czytelników. Ponadto obok średniowiecznej kryminalnej zagadki nie da się przejść obojętnie!

* Cytat pochodzi z: G. Wielgus, Czarcie słowa, Wydawnictwo Initium 2019, s. 53


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorowi!

12 komentarzy:

  1. Na pewno seria znajdzie wielu swoich zwolenników. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety to zupełnie nie mój gatunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię takie książki, wątek historyczny połączony z fantastyką to dla mnie czysta poezja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale jeśli drugi tom utrzymuje poziom pierwszego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie coś dla mnie! Musze, muszę, musze kiedyś ruszyć z cyklem ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro drugi tom jest taki świetny, muszę sięgnąć po pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A dla mnie okładka ma znaczenie. Jeśli szukam konkretnego pisarza, to niekoniecznie, ale snucie się po księgarni, czy bibliotece powoduje, że to szata graficzna przyciąga moje oko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam sięsnuć i czasami wybrać z Biblioteki właśnie po okładce!

      Usuń
  8. Mam książki Grzegorza Wielgusa na swojej liście do przeczytania. Bardzo lubię jego styl, gdyż znam go z grupy warsztatowej dla pisarzy. Byłam bardzo ciekawa Twojej opinii. Ta recenzja jeszcze bardziej mnie skusiła do przeczytania i zapoznania się z powieścią. To ja bardzo lubię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam książki autora od debiutu. Jestem zadowolona i bardzo ciesze się w którą stronę idzie. Już czekam na kolejne. Czuje że będzie tylko lepiej!

      Usuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!