środa, 27 listopada 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Bramy Kijowa – Grzegorz Kochman

Pierwszy tom Trylogii Piastowskiej stał się dobrą literaturą, którą poleciłam wielu osobom. Zachwyceni czekaliśmy na kolejną część, aby móc poznać dalsze losy Jaszy. Prostego kmiotka, który stał się wojownikiem w oddziale Mszczuja. Jego droga była niebezpieczna, pełna pułapek i możliwości utraty życia. Poznaliśmy słabości oraz siłę prostego mężczyzny chcącego jedynie odzyskać rodzinę. Teraz mogę poznać jego dalsze losy. Jak tym razem odebrałam powieść? Czy na książkę padła klątwa drugiego tomu? 



Tytuł: Bramy Kijowa 
Autor: Grzegorz Kochman 
Wydawnictwo: Novae Res
Seria: Trylogia Piastowska – tom drugi 
Liczba stron: 416 

Wojna jest nieunikniona. Między braćmi z rodu Rurykowiczów powietrze gęstnieje z dnia na dzień. Książę Bolesław postanawia wesprzeć jednego z nich i zaatakować Kijów. Jak powiada, wszystkiemu sami są sobie winni. Odmówiono mu siostry Świętopełka oraz przetrzymują jego córkę, Doradę. To idealne powody, aby móc podbić Kijów. Spór między braćmi zostanie rozstrzygnięty, a ukochana córka powróci do domu. Tylko jak tego dokonać, skoro dzieli ich wiele długi dni drogi po niebezpiecznych terenach? Czy można zaufać obcym ludziom oferującym swoje usługi jako przewodnicy? Jak zdobyć Kijów będąc zmęczonym po podróży? Czy ta wyprawa ma jakikolwiek sens? 

Życie toczy się różnorodnie. Kiedy nareszcie Jasza odzyskuje spokój ducha oraz zadbał o rodzinne ognisko, następuje przełom w jego posłudze. Chłopiec od posyłek poznaje prawdziwych wojów, dla których walka w upale lub strugach deszczu to codzienna zabawa. Nie tylko przypatruje się ich sile i odwadze, lecz również staje się jednym z nich. Zbiera należne mu łupy, dosiada konia wprost ze stajni księcia Bolesława, a nawet nawiązuje pierwsze, męskie przyjaźnie. Jednakże jak to bywa podczas takich wypraw, zdarzają się nieprzyjemne sytuacje. To właśnie one kształtują człowieka. Pokazują kim jesteśmy w rzeczywistości, gdy zagraża nam niebezpieczeństwo lub sami nim jesteśmy. Jakie decyzje podejmie Jasza? 

Tym razem autor zadecydował wybrać Wikingów oraz Pieczyngów jako swoich dodatkowych sprzymierzeńców. W przypisach Czytelnik otrzymuje garść informacji wyjaśniających decyzję o wprowadzeniu tych postaci do powieści. Podobało mi się tego, że mogłam zdobyć wiedzę historyczną lub lepiej zrozumieć sens czytanych zdań. W 1018 roku życie toczyło się nieco inaczej, więc wiele przedmiotów jest nieznanych, a ponadto zachowania kulturowe dość mocno różnią się nawet od tego, co poznaliśmy na lekcjach historii. Filmy i seriale rzadko kiedy pokazują jak brutalna była każda wyprawa po łupy. Gdzie liczyło się zwycięstwo, a tamtejsza ludność była skazana na niełaskę zdrożonych wojowników. Niektóre opisy mogą szokować, zadziwiać i wzbudzać nieprzyjemne wrażenia. To zdecydowanie lektura dla dojrzałych Czytelników potrafiących zrozumieć światopogląd jedenastowiecznego człowieka. 

Zdarzył się jednak jeden fragment, który bił mnie po oczach. Wojna Polski z Rusią jest nieunikniona, lecz sposób przedstawienia pojedynczych starć to już inna bajka. Jednym z opisów jest przejście wojowników na drugą stronę rzeki. Atak przeciwnika oraz obrona przez zaledwie trzech wojowników. Pomijając absurdalność tej sceny oraz szczegółowy opis, do teraz tkwi mi w głowie jedna myśl: już to czytałam. Było to jakiś czas temu, ale oba starcia były do siebie bardzo podobne. Pogoń, łucznicy, bohaterstwo… Nie mogę tu stwierdzić skąd się to wzięło, jednakże dość długo siedziało to we mnie i nie mogłam przez to skupić się na dalszej lekturze. Jednak jak już wspomniałam, pomijając ten fakt znalazłam kolejny. Tym razem pozytywnie mnie nastrajający. Pieczyngowie. Miałam okazję nieco poczytać w innej powieści o ludach stepu, więc porównanie opisów (po raz kolejny) było nieuniknione. Tym razem nie potrzebowałam przypisów, ani większych szczegółów ponieważ moja wiedza była nieco na wyższym poziomie. Przyznaje że czytało mi się te fragmenty dobrze, lecz nie pomyślałabym nawet o tych opisach, jakie otrzymałam. Jeśli sądziliście że Polanie to źli wojownicy, albo widzieliście już wszystko w pewnym serialu, oj to się grubo pomyliliście. Człowiek z dobrą wyobraźnią może nieźle zaszaleć. Brrr, aż ciarki przechodzą! 

Podsumowując: Powieści historyczne należą do jednych z trudniejszych w odbiorze. Sposób przekazania informacji musi być odpowiednio dobrany, inaczej Czytelnik odłoży książkę na półkę. W najgorszym wypadku postanowi spalić w piecu. Jednakże Grzegorz Kochman poradził sobie wyśmienicie. Nie tylko pobudził moją wyobraźnie do wytężonej pracy, lecz zwiększył wiedzę o dawnych czasach. Naświetlił obraz wojowników, szpiegów oraz zdrajców. Również losy chłopów zostały ciekawie opisane. Lecz to branki, kobiety, matki i córki stały się najciekawszym drugoplanowym obrazem. Choć wojna i podboje to męskie hobby, to właśnie niewiasty stawały się celem numer jeden. W końcu każda oczekiwała wybawienia, a jak wiemy mężczyźni lubią być bohaterami. Czemu mielibyśmy im to odbierać? 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Novae Res!


5 komentarzy:

  1. Zgrabnie napisana i pobudzająca wyobraźnię książka historyczna to niełatwe zadanie. Dobrze wiedzieć, że ta książka do takich właśnie należy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta seria zdecydowanie mogłaby zainteresować moją drugą połówkę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej serii, może dlatego, że nie przepadam za książkami historycznymi

    OdpowiedzUsuń
  4. wydaje mi się, że to pozycja w sam raz dla mnie, szkoda, ze wcześniej o niej nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że to nie mój gatunek literacki...;)

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!