czwartek, 29 kwietnia 2021

Dobre żony – Louisa May Alcott







Dostałeś skarb, młodzieńcze, pamiętaj, żebyś był go godzien. 



Orchard House. Pani March wraz ze swoimi córkami rozpoczynają przygotowania do wielkiego dnia. Meg wychodzi za mąż. Matka doskonale przygotowała ją na tę chwilę. Mimo wszystko Pani March wciąż pomiędzy uśmiechem, a troskliwym przytaknięciem przypomina córce o najważniejszych zasadach. Zasadach bycia żoną, matką i nadal córką. Tymczasem pozostałe dziewczęta odkrywają świat, poznają męskie życie oraz smutki choroby. Ta czwórka młodych dziewcząt staje się synonimem tego, co może czekać każdą z kobiet. Jak potoczyły się ich losy?

Wydarzenia w Dobrych żonach następują po trzech latach od zakończenia powieści Małych Kobietek. Najmłodsza Amy jest już dużą dziewczynką mogącą w wielu sprawach decydować o sobie. Natomiast pozostałe dziewczęta niewiele się zmieniły od ostatniego spotkania. Wciąż są tak różnorodnie piękne, jak były wcześniej. To właśnie wielorakość ich charakterów wpływa pozytywnie na odbiór całej powieści. Powieści pełnej emocji, uczuć, rodzinnego wsparcia i prawdziwej siostrzanej przyjaźni.

Charakterystyka głównych bohaterek zasługuje na nieco dłuższą wzmiankę. Jak wspomniałam Amy jako najmłodsza osiągnęła wiek umożliwiający jej na posiadanie głosu w rodzinnych naradach. Nie jest już małym dzieckiem, lecz nastoletnią panna marzącą o sławie i zamążpójściu. Jej osoba najbardziej zmienia się na przestrzeni obu tomów. Poznajemy jej bolączki oraz trudności charakteru, które wraz z dojrzewaniem, zamiast strapieniem, stają się siłą. Początkowo zdawała mi się krnąbrna, rozpieszczona i małostkowa, lecz po trzech latach wśród najbliższych, stała się młodą damą do naśladowania.

Najmniej zmienia się Beth. Wynika to zapewne z roli, jaką przypisała jej autorka. Jako kojąca woda spokojnie płynie swoim prądem, jednocześnie wspierając dobrym słowem. Jest ostoją, która nie ocenia. Która nie krytykuje. Która zawsze czeka z otwartymi ramionami. Wysłucha, poklepie po ramieniu, przytuli i powie, że w Ciebie wierzy. Choć trudno w to uwierzyć, również Meg staje się kimś na wzór Pani March. Mając przed sobą nowe wyzwania, wciąż jest tą samą osobą. Daje równie wiele ciepła, co oddaje całej rodzinie. Wraz z mężem tworzy miejsce, w którym zawsze jesteś mile widziany. Bez względu na popełnione grzeszki.

Akcja toczy się swoim torem. Jest taka sama, jak w Małych Kobietkach. Rozdzielona na cztery strony. Ukierunkowana w danym momencie pod wiatr jednej z sióstr. Fabularnie poznajemy nowe osoby, które rozbudziły emocje wśród panien. Czasem jest to ktoś zupełnie obcy, innym razem dawna znajomość, która przeradza się w uczucie. Dzięki tej unikatowości poznajemy jedno wydarzenie z kilku perspektyw. Otrzymujemy jasny obraz sytuacji wraz z wszelakimi mankamentami jak i dobrymi stronami.

Najciekawszym momentem są rozdziały poświęcone głównie Amy oraz Jo. Obie wyruszają w podróż swojego życia. Sposób kontaktu z rodziną jest ograniczony, dlatego autorka postawiła na tradycyjną formę przekazu jaką są listy. Te dwa rozdziały stały się przyjemną przerwą. Nastapił pewnego rodzaju monolog bohaterek, które z całych sił starały przekazać swoje odczucia w nowym miejscu, a jednocześnie poinformować, że wszystko jest w porządku. Listy podkreśliły ile czasu minęło oraz jak rozłąka wpłynęła na obie siostry. Bardzo ciekawe było poznawać przypuszczenia sióstr na temat tego, co sobie o ich sytuacji pomyśleli pozostali członkowie rodziny. To pokazało jak ważne dla nich jest ich zdanie. Jednakże czy to nie podkreśla również wady, jaką jest uznanie, iż wie się doskonale, co myśli inna osoba? Czyż często nie powoduje to później niepotrzebnych kłótni? Bo zamiast słuchać, woli wiedzieć „lepiej”?

Podsumowując: Dobre żony to dobra kontynuacja Małych Kobietek. Jest lekturą nadającą się dla nastolatków, którzy chcą dorastać wraz bohaterkami, jak również dla dorosłych Czytelników. Wielorakość prostolinijnego myślenia i podziału według ról damosko-męskich może niektórych doprowadzić do frustracji. Umoralniające historyjki Pani March zostały zastąpione prawdziwym życiem sióstr. Właśnie tym różni się drugi tom. Ma w sobie więcej rzeczywistości, otwartości i przyziemności, akuratnej dla ówczesnych czasów. Lecz i współcześnie możemy znaleźć wiele ciepła i mądrości pomiędzy akapitami. W końcu otrzymaliśmy literacki skarb, o który warto się zatroszczyć, prawda?

Cytat pochodzi z: Alcott M. L. Dobre żony, Wydawnictwo MG, 2020, s. 35


Tytuł oryginału: Good Wifes
Tłumaczenie: Zofia Grabowska
Wydawnictwo: MG
Seria: Małe kobietki – tom II
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 445

8 komentarzy:

  1. oglądałam tylko "Małe kobietki", ale mam w planach całą tą historię, bo w końcu mi się spodobała, a z tego co widzę, drugi tom nawet bardziej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam jeszcze pierwszego tomu, ale sporo dobrego o nim słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie. Chętnie przeczytam w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory przeczytałam tylko pierwszy tom, ale Dobre żony już czekają na półce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze pierwszego tomu, jednak pewnie w przyszłości skuszę się też na ten.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś wezmę się za te tytuły, na razie jednak inne czekają na spotkanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowna kontynuacja, którą czytałam z wypiekami na twarzy! Płakałam bardzo, gdy zmarła jedna z bohaterek.

    OdpowiedzUsuń

Witaj przybyszu! Skoro już tutaj dotarłeś będę rada, jeśli pozostawisz po sobie ślad. Dziękuję za przeczytanie kawałka mej książkowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że los ponownie kiedyś Cię tu przyśle. Za każdy komentarz serdecznie dziękuję. Na pewno się odwdzięczę!